Narzędzia

Czym są lasy ochronne? Obowiązująca Ustawa o lasach określa je jako lasy pełniące (wyłącznie lub dodatkowo) funkcję pozaprodukcyjne związane z ochroną gruntów, wód, infrastruktury oraz terenów zamieszkanych przez człowieka. Ustawa wyszczególnia też, że takie lasy powinny powstawać m. in. w granicach administracyjnych miast i w odległości do 10 km od granic administracyjnych miast liczących ponad 50 tys. mieszkańców i pełnić przy tym funkcje rekreacyjne i wypoczynkowe.

 

 


Jednym słowem – idealne narzędzie ochrony przed zanieczyszczeniami środowiska w miastach borykających się ze smogiem, takimi jak Kraków. O tym, że otoczenie zanieczyszczonych aglomeracji szczelnym płaszczem sosnowych lasów skutecznie poprawia jakość powietrza, wiedzą zwłaszcza mieszkańcy Górnego Śląska, Zagłębia i Małopolski Zachodniej. Tereny te, choć należą do najbardziej zdegradowanych przez przemysł, są równocześnie jednymi z najbardziej zalesionych obszarów Polski. Lasy nie są co prawda receptą na wszystko, ale mają istotny wpływ na oczyszczanie śląskiego powietrza z zanieczyszczeń i również dzięki nim powietrze w Katowicach czy Jaworznie jest czystsze, niż w pozbawionym przemysłu Krakowie. Tym bardziej, że są to lasy sosnowe, idealnie nadające się do funkcji ochronnych dzięki temu, że pozostają zielone przez cały rok – również jesienią i zimą, gdy problemy ze smogiem są największe.

Z tego dość prostego mechanizmu ochrony przez zanieczyszczeniami aktywnie korzystano w poprzedniej epoce, masowo zalesiając każdy wolny skrawek terenu w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym. Aż dziwne, że zapomniano o nim dzisiaj, gdy gorączkowo szukamy sposobów na polepszenie stanu powietrza w Krakowie i okolicach. Wśród postulowanych sposobów walki ze smogiem wymienia się głównie zakaz spalania węgla (i śmieci) w domowych piecach oraz ograniczenie ruchu samochodowego dzięki rozwojowi kolei aglomeracyjnej, metra czy sieci ścieżek rowerowych. Oba kierunki są jak najbardziej słuszne, ale ich realizacja napotyka na trudności i trzeźwo oceniając, zajmie nam nie mniej, niż 15 – 20 lat. Może więc warto skorzystać ze sprawdzonych śląsko-zagłębiowskich wzorców i w ramach walki ze smogiem postawić również na otoczenie Krakowa gęstym płaszczem sosnowych lasów ochronnych?

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Okazuje się bowiem, że to, co było możliwe w odniesieniu do rekultywacji zdegradowanych terenów przemysłowych w poprzednim ustroju, jest trudniejsze w obecnych realiach. Trudniejsze nie znaczy jednak niemożliwe. Przyjrzyjmy się zatem, jak obecnie Kraków i Powiat Krakowski wypadają w porównaniu do innych aglomeracji pod względem powierzchni leśnej i jakie są możliwości prawno-finansowe dla masowych zalesień.

Spoglądając na zachodnią stronę Krakowa z punktów widokowych na Skałkach Twardowskiego i Górce Pychowickiej można odnieść wrażenie, że z zielenią u nas nie jest najgorzej. W pewnych ujęciach Kraków wygląda nawet jak miasto otoczone lasami – nic, tylko nam zazdrościć. W rzeczywistości jednak lasy zajmują zaledwie 4,38% powierzchni Krakowa, a opisane wyżej widoki – to efekt skoncentrowania obszarów leśnych w jednej, zachodniej części miasta. To tam znajdują się największe i najatrakcyjniejsze lasy komunalne: Las Wolski, Sikornik, Lasy Tynieckie, uroczyska Kostrze, Górka Pychowicka i Skały Twardowskiego oraz las łęgowy w Przegorzałach. W pozostałej części miasta jest łyso, są jedynie pojedyncze skrawki, takie jak Lasek Łęgowski i Mogilski w Nowej Hucie czy Las Witkowicki, które aż się proszą o ich powiększenie, poprzez zalesienie przyległych do nich łąk i nieużytków. Lasów brakuje zwłaszcza w północnej i wschodniej części Krakowa, przy czym w dwóch miejscach: w rejonie Witkowic – Górki Narodowej oraz wschodniej części Nowej Huty wykup terenów przez miasto celem ich zalesienia jest jak najbardziej możliwy i realny.

Identycznie sprawa wygląda w Powiecie Krakowskim. W zachodniej części powiatu lasów jest pod dostatkiem – są to ogromne kompleksy Puszczy Dulowskiej, lasów na Garbie Tenczyńskim i w rejonie Dolinek Podkrakowskich. A na północ i północny wschód od Krakowa – bezleśnie. – W gminie Zielonki dysponujemy rzeczywiście znikomą ilością lasów, jednak gmina posiada inne walory przyrodnicze, w tym rozległe tereny rolnicze, niezdegradowane procesami urbanizacji – komentuje dla „Krakowa” Iwona Opałka z Centrum Promocji, Kultury i Rekreacji w Zielonkach. Ogółem lasy stanowią zaledwie 12,4% powierzchni powiatu, czyli prawie trzykrotnie mniej, niż wynosi średnia – powierzchnia lasów w Polsce to 29,2%, w Małopolsce – 28,6%. W dwóch pozostałych sąsiadujących z Krakowem powiatach nie jest lepiej. Powierzchnia lasów w Powiecie Wielickim to 15,6%, a w Proszowickim – zaledwie 1,6% (!).

W rozbiciu na podkrakowskie gminy wygląda to równie ciekawie. W Gminie Zielonki lasy stanowią 1% powierzchni, a więc mniej, niż w samym mieście Krakowie (4,38%). W Gminach Wielka Wieś, Michałowice i Kocmyrzów-Luborzyca powierzchnia obszarów leśnych to odpowiednio 7%, 4% i 5%, a więc kilkukrotnie mniej, niż średnia dla kraju i Małopolski. Te liczby są niepokojące, gdyż dla miast szczególnie narażonych na zanieczyszczenie powietrza z reguły wybawieniem są właśnie okoliczne gminy podmiejskie, z lasami, terenami rekreacyjnymi, czystym powietrzem. W Krakowie sytuacja jest postawiona na głowie, gdyż w okresie jesienno-zimowym w gminach Zielonki, Wielka Wieś, Sułoszowa czy Michałowice powietrze jest jeszcze bardziej zanieczyszczone, niż w samym mieście. Wszystko za sprawą powszechnej praktyki spalania śmieci w domowych piecach i niedostatecznej ilości lasów, które mogłyby te zanieczyszczenia częściowo zneutralizować.

Taka sytuacja stawia Kraków z naszymi 4,38% obszarów leśnych na szary koniec polskich metropolii. Dla porównania, w Gdyni lasy stanowią ponad połowę powierzchni miasta. W Katowicach jest to ponad 40%, w Szczecinie – 16%, w Poznaniu – 13%, a w Łodzi – 10%. Nawet w nie kojarzącej się z zielenią Warszawie lasy zajmują 14% powierzchni, czyli trzy razy więcej, niż w Krakowie – i do tego wskaźnika nie wchodzi ogromny kompleks leśny Puszczy Kampinoskiej, leżący już poza granicami administracyjnymi stolicy.

Skoro już wiemy, że jest źle, to spróbujmy się zastanowić, jak tę sytuację poprawić. Teoretycznie narzędzia są: obowiązująca polityka państwa w zakresie ochrony środowiska zakłada za cel zwiększenie powierzchni lasów w Polsce ponad obecny wskaźnik 29,2%, który i tak wielokrotnie przewyższa wartości dla Krakowa i okolic. Zgodnie z Krajowym Programem Zwiększania Lesistości (KPZL) w 2020 roku lasy mają stanowić 30% powierzchni kraju, a w 2050 – 33%. Opracowany w 2003 roku KPZL to podstawowy dokument regulujący kwestie związane z zalesianiem, spróbujmy więc przyjrzeć się niektórym jego zapisom.

KPZL przewiduje, że zwiększenie zasobów leśnych będzie odbywać się równolegle na gruntach państwowych i prywatnych. W tym pierwszym przypadku w grę wchodzi przede wszystkim przekazywanie na rzecz Lasów Państwowych obszarów należących do Skarbu Państwa, które nadają się do zalesienia – głównie nieużytków i obszarów rolnych niskiej jakości po dawnych PGRach. Skarb Państwa może też wykupywać pod zalesienie grunty prywatne. W przypadku zalesień na gruntach państwowych Polska może uzyskać wsparcie finansowe od UE, ale tylko na potrzeby związane z kupnem sadzonek – Unia nie sfinansuje nam np. zakupu gruntów.

Drugi sposób – to zalesianie na gruntach nie będących we własności Skarbu Państwa, czyli prywatnych lub gminnych. Tu możliwości finansowania jest więcej, gdyż prywatni właściciele, którzy zdecydują się zalesić swoje działki, mogą liczyć nie tylko na dotacje na zakup sadzonek, ale też coroczną premię z Unii za to, że zdecydowali się na taki krok. Zachętą mają być nie tylko dotacje, ale też przyszłe korzyści z eksploatacji lasu, czyli np. pozyskanie i sprzedaż drewna.

KPZL szczegółowo określa też, jakie grunty należy poddawać zalesieniu w pierwszej kolejności. Mówiąc w skrócie, las należy urządzać przede wszystkim na gruntach: słabej jakości i przez to mało przydatnych rolniczo (w tym zdegradowanych wskutek zanieczyszczeń), położonych na stokach i zboczach, na obszarach o niskiej lesistości i / lub leżących w odległości 10 km od granicy dużego miasta. Wszystkie te kryteria okolice Krakowa spełniają jak znalazł.

I na koniec najważniejsze – realizacja programu. Autorzy wskazują (jak dziś możemy powiedzieć, nieco naiwnie), że na podstawie Krajowego Programu Zwiększania Lesistości swoje programy opracują wszystkie polskie województwa, powiaty i gminy. W powiatowych i gminnych programach zwiększania lesistości samorządy mają wskazać grunty, które docelowo mogłyby zostać poddane zalesianiu. Opracowanie takiego lokalnego programu jest niezbędne, by ubiegać się o wsparcie finansowe z budżetu państwa i UE na zalesianie. Przy czym gmina może na ten cel nie wydać nawet złotówki – wskazane w gminnym programie grunty może od prywatnych właścicieli wykupić Skarb Państwa i przekazać je Lasom Państwowym. Warunek jest jeden – zarówno Miasto Kraków, jak i Powiat Krakowski, Wielicki, Proszowicki i poszczególne gminy muszą opracować konieczną dokumentację i wykazać, że w ogóle o czymś takim jak zalesianie myślą. Oprócz gminnych i powiatowych programów zwiększania lesistości samorządy muszą uwzględnić te zagadnienia w dokumentach planistycznych: Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego, planach miejscowych oraz wyznaczyć tzw. granicę rolno-leśną.

I teraz pytanie za sto punktów: jak te wszystkie sprawy związane z zalesianiem ujęły w swoich programach gminy i powiaty aglomeracji krakowskiej? Sądząc po problemach związanych ze smogiem i wyraźnie niższą niż średnia lesistością wydawać by się mogło, że dla Miasta Krakowa i podkrakowskich samorządów opracowanie takich programów będzie priorytetem, a radni i urzędnicy będą się prześcigać we wskazywaniu miejsc, które ewentualnie można zalesić. Ze wskazaniem, by zapłacił za to budżet państwa – co jak wspomniałem jest możliwe. O tym, że gdzie indziej się da, świadczy przykład stolicy Dolnego Śląska, która swój Powiatowy Program Zwiększenia Lesistości dla miasta Wrocławia opracowała w 2013 roku. Przypomnijmy: chodzi o miasto, które nie boryka się z problemem smogu i które już teraz ma dwa razy większy odsetek lasów, niż Kraków.

Odpowiedź na wyżej postawione pytanie jest prosta: Kraków i okoliczne gminy… w ogóle takich planów nie opracowały i nawet o tym nie myślą. Mają do tego prawo, gdyż zapisy Krajowego Programu Zwiększenia Lesistości nie są obligatoryjne. Sam program przeżywa zresztą kryzys – w 2013 i 2014 roku udało się zalesić zaledwie 10% zaplanowanych gruntów, w poprzednich latach niewiele więcej. Ponadto, jak można przeczytać w samym dokumencie, lasów przybywa tam, gdzie i tak jest ich ponadprzeciętna ilość: na Pomorzu, Warmii i Mazurach, Podlasiu. W odniesieniu do miejsc takich jak aglomeracja krakowska obecne narzędzia i system zachęt okazały się całkowicie nieskuteczne, co przyznają sami samorządowcy. – Gmina Michałowice nie podejmowała żadnych działań związanych ze zwiększeniem lesistości gminy. Na razie nie mamy żadnych planów z tym związanych. Nie mamy żadnych gruntów, które mogą podlegać zalesieniu, a zainteresowanie tego typu przekształceniami użytkowania gruntów jest znikome – tłumaczy „Krakowowi” Jarosław Sadowski, zastępca wójta podkrakowskiej Gminy Michałowice (przypomnijmy, lasy stanowią zaledwie 4% powierzchni gminy). Podobnie sprawa wygląda w Gminie Zielonki (poziom lesistości – 1%). – W projekcie studium zagospodarowania przestrzennego nie przewiduje się ekstra precyzowania terenów pod zalesienie. Na prywatnych terenach rolnych nie ma żadnych przeciwwskazań do zadrzewiania – konstatuje Iwona Opałka z Centrum Kultury, Promocji i Rekreacji w Zielonkach. Z kolei w Krakowie prezydent niedawno negatywnie odniósł się do wniosku posła Łukasza Gibały o wykupienie przez miasto terenów sąsiadujących z Lasem Witkowickim i ich zalesienie. Było to jednak przed powołaniem Zarządu Zieleni Miejskiej, niewykluczone więc, że temat ten będzie jeszcze powracał.

Czy jesteśmy więc skazani na aglomerację krakowską bez płaszcza ochronnego z lasów, który choć trochę pomógłby nam w walce ze smogiem? To pytanie należy skierować do radnych miasta Krakowa oraz podkrakowskich gmin i powiatów. Ale także do posłów przyszłej kadencji. Dziś już bowiem wiadomo, że obecne rozwiązania prawne i zachęty finansowe dobrze sprawdzają się, jeśli chodzi o zalesienie działek o niskiej wartości, położonych z dala od miast, na terenach, gdzie lasów i tak jest pod dostatkiem. Brakuje natomiast skutecznych zachęt dla zwiększenia lesistości na obszarze wielkich aglomeracji, gdzie nowe lasy są najbardziej potrzebne.

Jakub Łoginow

Artykuł opublikowany we wrześniowym (wrzesień 2015) numerze miesięcznika "Kraków". Numer dostępny w kioskach, w prenumeracie oraz w wersji elektronicznej pod linkiem:

https://ebookpoint.pl/view/8594E/ksiazki/miesiecznik-krakow-wrzesien-2015-miesiecznik-krakow,s_2y01.htm

We wrześniowym „Krakowie”


Okiem Beresia:
Magiczne miasto

Smocze jajo: Wyznania wiekowego oseska
- Mieczysław Czuma

Felieton okazjonalny: Krakowskie gołębie
- Andrzej Wyrobiec

Na czerwonym świetle

Witryna fotoreporterów