Prawo i obyczaje

Wojna a zbrodnia

Dla kryminologów jest rzeczą oczywistą, że po każdej wojnie gwałtownie wzrasta przestępczość, szczególnie przeciw życiu i zdrowiu. Rośnie też gwałtownie przestępczość nieletnich. Dlaczego tak się dzieje? Ano z kilku powodów. Z wojny, a więc z frontu, a także z obozów jenieckich wracają tysiące młodych ludzi. Przez ostatnie lata ich więzy z rodzinami i wszystkimi grupami społecznymi, z którymi byli związani przed wojną, znacznie osłabły. A tak jest, że im silniejsze są więzi społeczne wiążące człowieka z grupami społecznymi, do których należy, tym ten człowiek bardziej jest pod kontrolą tych grup. Ta kontrola społeczna polega na tym, że jednostka liczy się ze standardami zachowań obowiązującymi w grupach i nie chce być przez te grupy źle oceniania. Zerwanie tych więzi czy choćby tylko ich osłabienie powoduje, że człowiek nie liczy się ze zdaniem tych grup, jest mu obojętne, jak członkowie grupy oceniają jego zachowanie. Poza tym na wojnie jak to na wojnie. Śmierć powszechnieje i tanieje, brutalność jest cnotą niewiele mniejszą niż brawura. Poza tym człowiek, który przeszedł przez piekło wojny, z jednej strony uodpornił się, jest mniej wrażliwy, z drugiej wydaje mu się, że teraz, w czasie pokoju, wolno mu więcej niż tym, którzy przez takie piekło nie przeszli, a on za nich nastawiał swą pierś. Poza tym kary, jakie mogą go spotkać ze strony pokojowego wymiaru sprawiedliwości, są dla niego, który tylekroć otarł się o śmierć, po prostu śmieszne. Ma więc ten wymiar sprawiedliwości i jego możliwości po prostu w nosie.

Ktoś, kto przeżył wojnę na froncie czy w obozie jenieckim z trudem odnajduje się później w normalnym życiu w czasach pokojowych. W przeciwieństwie do tych, którzy przez front czy obóz nie przeszli, którzy mają swój uporządkowany świat, ze swoim prawem, które na jedno pozwala, na tamto nie, które grozi jakże łagodnymi (odkąd nie ma kary śmierci) karami, on weteran zna dwa różne światy , o dwóch różnych kodeksach nakazów i zakazów. Te dwa światy scala w jeden, w którym normy spokojnego, żyjącego w pokoju społeczeństwa, mieszają się z normami obowiązującymi na froncie.

Ale wojna odciska swe kryminologiczne piętno nie tylko bezpośrednio na swych uczestnikach. Wojna niszczy tereny, na których się toczy, pociąga za sobą często nędzę, bezdomność, sieroctwo. Czyż to dziwne, że po każdej wojnie rośnie przestępczość nieletnich? Dzieci, które zostały bez opieki starszych, a które napatrzyły się na wszystkie okrucieństwa wojny, które na równi z dorosłymi oswoiły się ze śmiercią?

Po każdej wojnie rośnie też dostępność do broni palnej. Organizacja administracji, także aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości, często jest w powojennym chaosie i wymaga nieco czasu, by je od nowa zorganizować i by mogły sprawnie działać. Na razie jest mniej skuteczna.

Wpływ wojny na powojenną przestępczość jest od lat przedmiotem badań socjologów, psychologów czy psychiatrów, a także kryminologów na całym świecie. Zdumiewać musi w zasadzie brak takich badań w Polsce. W Polsce, kraju tak ciężko doświadczanym w ostatnim stuleciu przez wojny, od pierwszej światowej poprzez wojnę ukraińską, powstania śląskie i wielkopolskie, wojnę 1920 roku, na koniec przez II wojnę światową.

Po pierwszej wojnie światowej ukazała się jedynie niewielka praca krakowskiego medyka sądowego prof. Leona Wachholza (Wojna a zbrodnia. Studium kryminologiczne), po drugiej, w 1948 roku zaledwie artykuł kryminologa Stanisława Batawii (Wpływ ostatniej wojny na przestępczość nieletnich) niedotykający zresztą jądra problemu, a jedynie pośrednich skutków wojny. Ukazały się wprawdzie ważne książki, z gatunku literatury faktu, pokazujące, jak zabijanie w czasie wojny demoralizuje, jak wchodzi w nawyk, jak przełamanie pierwszy raz zakazu „nie zabijaj” pozwala już bez oporów zabijać dalej (por. np. Egzekutor czy Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wisniewskiego likwidatora z kontrwywiadu AK) 1, ale przeszły niemal niezauważone.

Dlaczego tak jest? Dlaczego mając nieograniczony niemal materiał badawczy, naukowcy polscy starali się unikać tego tematu? Dlaczego nie ma polskich prac socjologicznych, psychologicznych, psychiatrycznych czy w końcu kryminologicznych pokazujących prawdziwe demoralizujące skutki wojny. Może polscy uczeni bali się zmierzyć z mitem, wedle którego, jak wiadomo, „jak to na wojence ładnie” albo jak to za Panią-wojenką „idą chłopcy malowani”? I te „amaranty zapięte pod szyją, ach, Boże mój, Boże mój, jak to pięknie Polacy się biją”.

Czy bali się, że wyniki ich badań w innym świetle mogą przedstawić „tych chłopców malowanych” wracających już z wojenki? Albo podważyć mit i pokazać, że na wojence wcale nie jest ładnie?

Jesteśmy jednym z nielicznych krajów na świecie, które nie ma na ten temat własnej literatury naukowej.

Dzisiejszy spór o Muzeum II Wojny Światowej pokazuje, że chęć przekonania społeczeństwa, że na wojence jednak jest ładnie, jest wciąż ogromnie silna i ma wsparcie najwyższych władz państwowych.

Nasze uwielbienie szkodliwych, infantylnych nieraz mitów, zmitologizowanie historii nie pozwala dziś muzealnikom pokazać, czym naprawdę była II wojna światowa. Powstrzymywało też badaczy od badania i przedstawiania demoralizującego wpływu wojny. A wojna naprawdę demoralizuje.

Zamiast bezmyślnego i dla Polski szkodliwego kultu wszystkich bez wyjątków „żołnierzy wyklętych”, może warto się pokusić o historyczno-socjologiczną analizę ich fenomenu? Może ktoś to zrobi? Na IPN bym tu nie liczył.

 

Jan Widacki

 

1 Por. E. Marat, M. Wójcik: Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wisniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK, Znak, Kraków 2016; S. Dąmbski: Egzekutor, Wydawnictwo Ośrodek Karta, Warszawa 2010.

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, lipiec-sierpień 2017.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl

 

Strona 1 z 8