Prawo i obyczaje

Polskie grzechy główne

Socjologowie pewnie opisaliby to inaczej. Bardziej uczenie, pewnie powołaliby się na jakieś badania wykonane metodą ilościową bądź jakościową. Nieraz tak badali kondycję moralną społeczeństwa polskiego i różne rzeczy im wychodziły. Ja tak nie potrafię. Opiszę polskie grzechy mniej uczenie. O tym, że jakieś polskie grzechy zdarzyć się mogą, pisać jeszcze chyba wolno.

Grzech pierwszy, to niewątpliwie brak empatii. Empatia to, jak można przeczytać w słownikach, „zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób, umiejętność przyjęcia sposobu myślenia innej osoby i spojrzenia z jej perspektywy na rzeczywistość”. Otóż tak rozumianej empatii brakuje nam często tak w wymiarze osobowym, w kontakcie z inną osobą, jak i w wymiarze narodowym. Co gorsza, brak empatii występuje zwykle w parze z innymi zjawiskami, a może nawet je generuje. Z brakiem empatii pod rękę chodzi ksenofobia i „etyka Kalego”. Ksenofobia to jak wiemy lęk przed obcymi. Zaś pojęcie „etyki Kalego” wprowadził do polskiego kodu kulturowego pewien potomek uchodźców tatarskich, niejaki Henryk Sienkiewicz, w powieści dla dzieci W pustyni i w puszczy. Wedle Kalego, małego Murzynka z Afryki, zły uczynek to „gdy ktoś Kalemu ukraść krowę”. Dobry – „gdy Kali komuś ukraść krowę”. Ta etyka Kalego, choć zwykle tak nie nazywana, jest u nas bodaj bardziej popularna od etyki chrześcijańskiej. Co gorsza, praktykujący ją na ogół są przekonani, że to etyka chrześcijańska właśnie. Nie słyszałem, aby Kościół jakoś szczególnie próbował wyprowadzić ich z błędu.

Dziś pani premier, wsłuchana w głos suwerena, kategorycznie oświadcza, że Polska żadnych uchodźców nie przyjmie. Pomijam aspekt polityczny: łamiemy w ten sposób zasady europejskiej solidarności. Ale popatrzmy na aspekt moralny. Pani premier mówi, że Polska pomaga i będzie pomagała uchodźcom, ale w miejscu ich zamieszkania. Pomijam już, że „pomaganie uchodźcom w miejscu ich zamieszkania” to taki sam logiczny nonsens jak niegdysiejszy „eksport wewnętrzny”. Ale jak pomagać tym nieszczęśnikom w ich miejscu zamieszkania, gdy u nich wojna, śmierć i głód, a dom już dawno zburzony? Pani premier rzuca liczbę, ile to już złotych przeznaczyliśmy na pomoc dla bezdomnych „w ich miejscu zamieszkania”. Kwota zdaje się mniejsza od ceny rozbitych ostatnio limuzyn rządowych. Minister od spraw wewnętrznych bredzi o uchodźcach rzeczy niesłychane, być może nawet wierzy w to, co mówi, nie wygląda bowiem na specjalnie rozgarniętego. Sam Prezes Polski przestrzega przed imigrantami, bo roznoszą oni choroby, bakterie, islam, a przede wszystkim terroryzm. To smutne, że przedstawiciele rządu wygadują takie niesłychane głupstwa, jawnie lekceważąc solidarność europejską i szkodząc Polsce w Europie. To obrzydliwe, że są tak dalece niewrażliwi na ludzkie nieszczęście. Ale najgorsze jest to, że tak jak oni myśli (nie wiem, czy to trafne słowo, może lepiej: „uważa”) jedna trzecia Polaków. Co by było, gdyby takie poglądy na problem uchodźców panowały w Europie, kiedy to Polacy byli uchodźcami? Po klęsce powstania listopadowego, po II wojnie światowej czy już całkiem niedawno, po wprowadzeniu stanu wojennego? Jacyś półinteligenci wypisują na internetowych forach i w prawicowych gazetkach, że polscy królowie walczyli z islamem i teraz się w grobach przewracają. Polska znów „przedmurzem chrześcijaństwa”? Nieuki, nie wiedzą, że muzułmańscy Tatarzy służyli Polsce od czasów Witolda aż po II wojnę światową, że Sobieski nadawał im szlachectwo, że pod buńczukiem walczył w kampanii wrześniowej szwadron tatarski 13 pułku ułanów wileńskich, a muzułmański półksiężyc widnieje na płytach nagrobnych muzułmańskich żołnierzy II Korpusu poległych pod Monte Cassino. Oj, przewracają się w grobach królowie, ale nie ci, co z Turkami i Tatarami walczyli, ale ci co zakładali w Polsce uniwersytety – gdy widzą takie rzesze nieuków i durniów w akcji.

Przed ostatnimi wyborami pewien kandydat do sejmu obwiesił Podhale plakatami i banerami ze swym hasłem wyborczym: „Stop nielegalnym imigrantom”. Mógłby ktoś pomyśleć, że to szaleństwo iść z takim hasłem wyborczym przez Podhale, gdzie co trzecia chałupa ma nielegalnego imigranta w USA, a w co drugiej marzą o nielegalnej imigracji do Ameryki. Źle by pomyślał. Tego hasła nikt tam nie wziął do siebie. Polak „nielegalny imigrant”? A gdzie tam, to Hamerykanie skurwisyny wiz nie chcą dawać.

Uwielbiamy „politykę historyczną”. Sam Pan Prezydent się w niej pławi. A ja mówię, że w tej części Europy polityka historyczna to szaleństwo, które doprowadzi do nieszczęścia. Bo skoro my mamy swoją politykę historyczną, to Litwini, Ukraińcy, Rosjanie, Niemcy czy Żydzi mają prawa do swojej. Z naszą niezgodnej. Chyba żeby przyjąć, że nam wolno, a im nie. Ale jak to wyegzekwować? A historia, zmitologizowana w tej części Europy wyjątkowo, jak może nigdzie na świecie, podniesiona do rangi przewodniczki polityki, musi doprowadzić do konfliktów. Może niekoniecznie od razu zbrojnych, ale utrudniających współdziałanie, szczególnie potrzebne w chwili, gdy zjednoczona Europa jest w kryzysie. Czczony u nas „żołnierz wyklęty”, a wcześniej dowódca brygady AK na Wileńszczyźnie „Łupaszko” (Szyndzielorz), dla Litwinów jest ludobójcą, który wymordował litewskie kobiety i dzieci we wsi Dubinki.

Nasza polityka historyczna pobudza politykę historyczną Litwinów czy Ukraińców. Także Rosjan, a prędzej czy później Niemców. Im my głośniej o rzezi na Wołyniu i Galicji Wschodniej, tym Ukraińcy głośniej o prześladowaniach w okresie międzywojennym i Akcji Wisła po wojnie. My głośniej i ostrzej o zbrodni katyńskiej, Rosjanie głośniej o mordowaniu i głodzeniu jeńców w 1920 roku czy o wymordowaniu ich poselstwa. Co uniwersalizm, choćby w wydaniu Unii Europejskiej, mógłby złagodzić, to tylko zaostrzy rodzący się na podłożu polityki historycznej nacjonalizm. Ale co nam Europa? Co nam NATO. W razie czego sami się obronimy. Już pierwsze bataliony obrony terytorialnej złożyły przysięgę, jeszcze tylko dwa tygodnie szkolenia i nas obronią. Obronimy się sami. Bez Ameryki i bez Europy. A jak się nie obronimy, to pięknie polegniemy. Jakiemuś wariatowi marzy się, jak się zdaje, wielka, prawdziwa rekonstrukcja historyczna. Rekonstrukcja wielkiej wojny, kilku ostatnich wojen na raz. Zaiste, „pięknie i słodko jest umierać za Ojczyznę” – czy chcemy ten piękny i słodki stan koniecznie sprowokować?

 

Jan Widacki

 

Tekst z czerwcowego numeru „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl

Strona 1 z 7