Zróbmy sobie wiosenno-świąteczny spacer…

– Zapraszam, bo wszystko co wiąże się z wiosną, budzeniem się świata do życia, no i świętami wielkanocnymi, mamy pod ręką. Otaczają nas eksponaty z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku – okresu, kiedy to wzrosło zainteresowanie obrzędami ludowymi i tworzono pierwsze kolekcje etnograficzne. Współistniały wówczas elementy chrześcijańskie związane ze świętami wielkanocnymi i te wywodzące się mitycznej wizji świata.

Czyli Od-nowa.

– Właśnie. Po zimowej ciszy, stagnacji i suchości przychodzi szmer, wilgoć i ruch. Robimy porządki w domach i w sercach, żeby z wiosną było miejsce na pojawienie się nowego życia. Konieczne są zatem zabiegi przywracające płodność i witalność. A odrodzony świat trzeba oswoić: słowem, obrazem i dźwiękiem.

Od-nowa jest też ważnym punktem w historii Muzeum Etnograficznego.

– Tutaj, w tej sali, rozpoczęliśmy przebudowę wystawy stałej. Cztery ściany – strony wiosennego świata, połączyły się w barwną całość.

Palma do obejrzenia w gablocie za panią jest raczej szara, mało ozdobna. Inna niż te kolorowe, które kupujemy i święcimy…

– Tamte mają swój rodowód na Wileńszczyźnie. Właśnie w tym regionie, z początkiem XX wieku, wytworzyła się moda na palmy z jaskrawo farbowanych kwiatków, trawek i ziół. Te małe dzieła sztuki, w formie tzw. wałeczków, już w latach 30. XX wieku zyskały popularność jako atrybut świąt wielkanocnych nie tylko w Polsce. A krakowskie palmy są rzeczywiście dużo skromniejsze. Miały one nie tyle zdobić, ile pobudzać do życia. Tworzono je z gałęzi roślin wodolubnych, które szybko puszczają pędy, na przykład z gałązek leszczyny obsypanej baziami, z trzciny wodnej, a wszystko oplecione było rzemiennym batem. Z poświęconych palmowych witek robiono krzyżyki, które wieszano w oborach i domach, żeby chroniły przed uderzeniem pioruna oraz chorobami. I chociaż dziś przeważa dekoracyjna funkcja palm, to widać, że robiono je zgodnie z dawnym kodem kulturowym, według którego na Niedzielę Palmową (nazywaną też Kwietną lub Wierzbną) przygotowywano sobie do poświęcenia w kościele palmy komponowane z roślin, które symbolizują zdrowie, płodność, siły witalne.

Natarczywe dźwięki drewnianych kołatek i terkotek też wyrywają nas z zimowego marazmu.

– I są symbolem postu, a także oczekiwania na bicie dzwonów, które milczą na znak żałoby od mszy w Wielki Czwartek do hymnu wigilii paschalnej.

Natomiast wraz pojawieniem się w obejściu grup obrzędowych, czyli wiosennych kolędników, w życie ludzi wkrada się niepokój.

– To, co znane i pewne, zaczyna budzić wątpliwości. Powaga miesza się ze śmiesznością, mądrość z głupotą, a życie ze śmiercią. Zamiast znanych nam gestów jest bezładna szamotanina. Wszędzie słychać bełkot, krzyki, pomrukiwanie, a nie słowa, których znaczenie moglibyśmy odgadnąć. Wiosenni kolędnicy czernią twarze albo zasłaniają je futrzanymi lub płóciennymi maskami z wyciętymi otworami na oczy.

Po co?

– Żeby niejako zawiesić swoją dotychczasową tożsamość i dać przyzwolenie na zmiany. Dlatego życzą odwiedzanym domownikom wszelkiej pomyślności; żeby im się darzyło, żeby na polach rosło, dzieci przybywało. Każde ich życzenie miało moc sprawczą, dlatego dziękowano wiosennym kolędnikom za taniec, za oblanie wodą i obdarowywano ich jajami.

Takich grup związanych z okresem wiosenno-wielkanocnym było mnóstwo.

– Na ścianie Sali Od-nowa, w której jesteśmy, są wypisane ich nazwy. Byli to na przykład: Dyngusiarze, Droby, Śmigustnicy, Dziady śmigustne, Gregoły, Gregory, Gregornicy, Gregórki, Koguciarze, Kurcarze, Mięsopuśnicy, Pokuśnicy, Pucherniki, Pucheroki, Puchery, Siuda – Baba, Słomiaki, Sługawi, Spyrcarze, Śmigurtnicy, Śmigustnicy, Śmiguśnicy, Turki, Zacki, Zapuśniki, Żacki, Żaki i inne. Najwięcej objawiało się ich w Niedzielę Palmową i w poniedziałek wielkanocny. A w naszym muzeum jest ponad 900 strojów i przebrań, które wkładali.

Wśród bardziej znanych wymienię Pucheroki.

– To chłopcy w charakterystycznych wysokich czapkach zdobionych papierowymi wstążkami z kijami zakończonymi młotkiem lub siekierką w dłoniach. Nazwa wywodzi się od łacińskiego puer – chłopiec. W Niedzielę Palmową wygłaszali rytmiczne, pozbawione sensu kwestie, jakby ćwicząc się w łacinie. Wciąż działają w okolicy Zielonek koło Krakowa.

A Dziady Śmigustne?

– Za słomiaka i babę przebierali się młodzi mężczyźni, którzy parami chodzili po domach w nocy z wielkanocnej niedzieli na poniedziałek. W charakterystycznych, wykonanych ze słomy strojach wśród niezrozumiałego „ukania” i „turkania” następowało wzajemne polewanie się wodą. W okolicach Dobrej i Limanowej od jakiegoś czasu odradza się tradycja Dziadów Śmigustnych. Ale dziś wolą stać przy drodze, gdzie czekają na przechodniów i przejeżdżające samochody. Odtworzone słomiane stroje tych dawnych Dziadów można obejrzeć w naszym muzeum.

Darowane wiosennym kolędnikom pisanki, kraszanki, drapanki, wyklejanki są symbolem życia.

– Nie tyle pisanki, ile jajka – zalążek życia ukryty pod twardą skorupką. Dlatego na wiosnę jaja były bardzo pożądanym darem, a zdobienia, znaki i napisy wzmacniały ich symboliczne znaczenie. Nie wszystkie musiały jednak być – i były – zdobione. Czasu by na plastyczne popisy nie starczyło, bo obdarowywanie pisankami nie ograniczało się do Wielkiej Soboty i nie zawsze kojarzyło się ze święconką, jak to jest teraz. Jaja przez całą wiosnę były po prostu miłym i pożytecznym prezentem.

Na wystawie jest około trzystu pięknych pisanek…

– A w magazynach mamy ich około ośmiu tysięcy.

Na wielu wypisano życzenia: cyrylicą, po polsku, po słowacku, po czesku. Można przeczytać: „Wesołego Alleluja”, ale też: „Daj buzi, dam pisankę”. Są też pisanki „woszczanki” – pokryte woskiem.

Wszystkie kolorowe, ale różnią się techniką zdobienia.

– Najbardziej rozpowszechniony jest batik, czyli nanoszenie na skorupkę jaja wzoru woskiem, a następnie farbowanie. Im więcej warstw farb się nakłada, tym wzory są bardziej efektowne. Duże wrażenie na zwiedzających robią zwłaszcza pisanki huculskie.

Dlaczego?

– Wykonano je techniką batikową w sposób tak staranny i misterny, że trudno sobie nawet wyobrazić, jak wielką precyzją i cierpliwością musieli się wykazać artyści. Mamy też pisanki tzw. wyskrobywane; skorupki jaj farbuje się w całości i cienkim, ostrym narzędziem tworzy wzorki.

Czy jajka na zawsze zostawały wewnątrz takiej ozdobionej skorupki?

– Bardzo często. Są sposoby radzenia sobie z jajeczną zawartością. W odpowiednich warunkach i jeśli dopisze szczęście – jajo po prostu wyschnie. Trzeba jednak uważać, żeby wewnątrz nie wytworzyło się ciśnienie, na skutek którego skorupka popęka. Można też jajko wydłubać ze środka przez dziurę w skorupce. Tylko, że część misternego zdobienia ulega wtedy uszkodzeniu.

W tym wielkim muzealnym zbiorze najcenniejsza jest pisanka monasterska.

– Pochodzi z 1880 r., a została wykonana w prawosławnym klasztorze żeńskim na terenie obecnej Ukrainy. Zabarwiona na czerwono wydmuszka została pokryta woskiem, w którym później zatopiono elementy dekoracyjne: cekiny, staniol, koraliki. Ta nasza powstała pięć lat przed pierwszym jajem z serii słynnych wielkanocnych pisanek wykonanych w pracowni Faberge’a na zlecenie cara Aleksandra III, a potem cara Mikołaja II. Kto wie, może tego typu pisanki były dla nich inspiracją?

Dziady Śmigustne dziadami, ale żaden krakus nie wyobraża sobie Wielkanocy bez Emausu.

– Wiadomo! W drugi dzień świąt trzeba po prostu być przy klasztorze Norbertanek na Zwierzyńcu. „Kurier Literacko-Naukowy”, dodatek do nr. 94. „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” z 4 kwietnia 1926 pisał:

„Ma to być odpust ustanowiony na pamiątkę idących apostołów do Emaus i spacer ten ma przypominać tę ich ze Zmartwychwstałym Jezusem pielgrzymkę. Ale o odpuście mało kto wie i jest on tylko tłumnym, ogólnym spacerem. Jedni jadą powozami, inni śpieszą piechotą, ale każdy pragnie uczestniczyć w tym uświęconym od wieków zwyczaju, który kończy się na tym, że tłum ludzi zejdzie się, znajomi dzielą się na małe gromady, trochę między sobą pogadają; o ile wcisnąć się mogą, wchodzą na wzgórze, przypatrzą się tłumowi i spokojnie, więcej znudzeni niż ubawieni, wracają do domu. Czasem dla dywersji kupują u przekupek w kramach za parę groszy fujarkę, harmonijkę lub różaniec z białych i różowych okrągłych pierników, które zastępują paciorki. A jednak jakaś siła tradycji wszystkich na ten spacer z domu wypędza, wszyscy śpieszą na ten narodowy czy ludowy tylko obchód, bojąc się, aby nie zaginął, bo tak ich babki i dziadkowie, ich matki i ojcowie spieszyli”.

„Ledwie przestąpisz most na Rudawie, już wita Cię gwar i hałas, granie trąbek papierowych, organków, katarynek, harmonijek, świst gwizdków, kogutków i piszczałek ” – pisał z kolei nieznany autor.

– Etnograf Seweryn Udziela odzyskał ów cytat i zachował dla muzeum. Hałas, o którym mowa – jak wszystko wiosną – miał pobudzić przyrodę do życia. A że Emaus wypada w „lany” poniedziałek, więc i wody nikomu nie żałowano. Warto jednak pamiętać, że takich Emausów w Krakowie było więcej, choć tylko ten zwierzyniecki przetrwał do dzisiaj. „Czas” donosił nawet, że dzięki Emausowi, gdy Polska była pod zaborami, można było się łatwiej dostać na kopiec Kościuszki, czego na co dzień wzbraniano. Szło się więc na Zwierzyniec drugiego dnia świąt, a stamtąd na kopiec, żeby spojrzeć na królewski Kraków. Był to więc przy okazji taki patriotyczny spacer.

Etnograf i historyk sztuki Stanisław Cercha w 1896 roku napisał, że każdy krakus z Emausu wraca z siekierką i glinianym dzwonkiem.

– Na wystawie stałej można je zobaczyć – i pochodzący z przełomu XIX i XX wieku gliniany dzwonek, i niewielkie drewniane siekierki. Siekierek zachowało się w naszym muzeum czternaście, a dzwonek tylko jeden. Mamy też unikatową kolekcję zabawek emausowych, w tym figurek, którym wmontowano sprężynki – co sprawia, że się ruszają, jakby żyły. Najprawdopodobniej takie zabawki robili robotnicy budowlani, bo w okresie zimowym mieli mniej pracy i zajmowali się rzeźbieniem. Nazwiska większości z nich pozostają nieznane, ale w muzeum są m.in. figurki wykonane przez Franciszka Kuthana, Jana Oprochę i Mateusza Dańszczyka.

Emaus to dziś w dużej mierze chiński jarmark.

– Trudno zaprzeczyć, zwłaszcza że pojawiło się na nim sporo plastikowych, często produkowanych w Chinach zabawek. Ale od zawsze stoiska uginają się też od papierowych trąbek, glinianych kogutków, piszczałek, baloników, łakoci, których próżno szukać w supermarketach. Są też zabawki nietypowe: drewniane ptaki ruszające skrzydłami, barwne oklejone celofanem piłeczki na gumce wypełnione trocinami, kapsle.

A we wtorek, po świętach, krakowianie idą na Rękawkę.

– To zielony wiosenny karnawał i odpust na wzgórzu św. Bronisławy u stóp, zamkniętego dziś z powodu prac wykopaliskowych, kościoła św. Benedykta. Pełno tam karuzel, straganów, muzyki. Jest słup, na który wspinają się mężczyźni, żeby zdobyć pęto kiełbasy. To czas, który zamyka okres świętowania. Po Rękawce ludzie wracają do codzienności.

 

Rozmawiała Majka Lisińska-Kozioł

Zdjęcia: Jacek Kozioł

 

Autorem koncepcji plastycznej wystawy stałej w części prezentującej obrzędowość wiosenną jest absolwent krakowskiej ASP Olaf Cirut. Zmiany to zapowiedź modernizacji siedziby Muzeum Etnograficznego, która jest planowana na lata 2017–20.

 

 

 

Tekst z kwietniowego numeru „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl