W sierpniu, tradycyjnym tak w Europie, jak i w Polsce miesiącu wakacyjnych wojaży, z krakowskiego lotniska skorzystało blisko 542 tys. pasażerów. To o 9 proc. więcej niż w analogicznym miesiącu roku poprzedniego – powiedzą optymiści. Malkontenci zauważą jednak, że to niestety o 12 423 osoby mniej niż przed miesiącem i o 4,6 tys. mniej niż w... Katowicach. Zupełnie tu nie widać, że Kraków gościł przecież Mistrzostwa Europy w Piłce Siatkowej Mężczyzn.

Katowice w rankingu miesięcznym wyprzedziły po raz pierwszy od dwóch lat Kraków, stając się przynajmniej na chwilę „portem lotniczym nr 2 RP”, co na Śląsku było powodem dumy i satysfakcji. Ale trzeba od razu dodać, że Kraków nie zawsze był drugim lotniskiem kraju, jak się powszechnie wydaje. W czerwcu 2012 roku lepszy od Krakowa był także Gdańsk. Swój tegoroczny wakacyjny sukces Katowice zawdzięczają przede wszystkim lotom czarterowym, z których tylko w sierpniu skorzystało tam prawie 300 tys. podróżnych, w tym także bardzo wielu krakowian.

W Krakowie całkowicie w tym sezonie padły czartery, tak źle nie było od 10 lat. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów nie było lotów do Alanyi, nie wspominając Dalamanu i Bodrum. Latałem w dawnych latach do tych miast na urlop z Krakowa i samoloty zawsze były pełne. Myślę, że w tygodniu do Alanyi z Katowic jest teraz więcej lotów niż z Krakowa we wszystkich kierunkach czarterowych. Nie mówiąc już o Maderze czy Samos – napisał jeden z internautów, komentując wakacyjne wyniki obu portów lotniczych. Tych słów nie da się zweryfikować precyzyjnie, gdyż Kraków w ostatnim czasie unika podawania szczegółowych statystyk uwzględniających poszczególne segmenty lotniczego rynku. Nie da się więc potwierdzić, ani też tym bardziej zaprzeczyć, że pod względem czarterów był to najgorszy sezon dekady. Na pewno da się ustalić, że w minione wakacje nie latały z Balic czartery do Tunezji, Turcji i Egiptu. Czy była to wyłącznie kwestia geopolityki i zagrożonego bezpieczeństwa? Wystarczy otworzyć portal dowolnego biura podróży, by przekonać się że Alanya oferowana była mimo wszystko w tym sezonie z Gdańska, Katowic, Okęcia, Poznania, Rzeszowa i Wrocławia. A z Krakowa jakoś dziwnie już nie!

Naszym celem jest równomierny rozwój wszystkich segmentów ruchu lotniczego, w tym również oferty czarterowej – mówi Monika Pabisek, rzecznik Airport Kraków. – Zachęcamy touroperatorów oraz biura podróży do organizowania lotów czarterowych z naszego lotniska, proponując m.in. wspólne działania marketingowe oraz promocyjne. W ich ramach pasażerowie rejsów czarterowych mogą korzystać np. z darmowego postoju na parkingu w ofercie 'first minute'. Jednak za wybór oraz realizację połączeń czarterowych odpowiadają przede wszystkim sami touroperatorzy, którzy na podstawie własnych analiz oceniają szanse powodzenia konkretnego połączenia. Dlatego krakowianie, jeśli chcą latać z Krakowa, powinni wywierać bardziej zdecydowana presję na swoje biura podróży i akcentować, że chcą latać w pierwszym rzędzie ze swojego lotniska. Częste pytania o możliwość wylotu z Krakowa skierowane do organizatorów rejsów czarterowych niewątpliwie wzmocniłyby działania samego lotniska oraz potwierdziły potencjał regionu i oczekiwania klientów – dodaje odbijając niejako piłeczkę.

Tylko 6 kierunków czarterowych

Monika Pabisek potwierdza, że krakowskie lotnisko w tym sezonie wakacyjnym oferowało tylko 6 kierunków czarterowych: Burgas i Warna w Bułgarii, greckie wyspy Kreta (Heraklion), Korfu i Rodos oraz Palermo we Włoszech (były też czartery izraelskiego przewoźnika Israir – niedostępne jednak dla Polaków), ale aż 26 regularnych połączeń realizowanych przez linie niskokosztowe (dawniej: tanie) w kierunkach obrazowo nazywanych słoneczno-wakacyjnymi. To właśnie korzystając z tych połączeń, wiele mniejszych i lokalnych biur podróży wysłało swoich klientów na wakacje, minimalizując ryzyko niewypełnienia samolotu przy zakontraktowaniu całego czarteru. Nie zmienia to faktu, że wielbiciele Emiratów Arabskich czy Maroka musieli korzystać z portów lotniczych w Katowicach, Poznaniu lub Warszawie. Marrakesz z Krakowa pojawi się po raz pierwszy dopiero w zimowym rozkładzie Ryanaira. Latem nie były też dostępne z Krakowa loty do Ovdy na skraju pustyni Nagev w Izraelu, skąd już bardzo blisko do kurortu Eljat nad Morzem Czerwonym, co mogłoby stanowić dla miłośników nurkowania alternatywę dla egipskich ośrodków znajdujących się na drugiej stronie brzegu. Pod warunkiem że zostaną zaakceptowane wyższe od egipskich ceny. Loty do Ovdy wrócą dopiero zimą.

Na zimę za to znikną z rozkładu loty do Lourdes, co oznacza, że miłośnicy szusowania na nartach w Pirenejach obejdą się znowu smakiem. Wychodzi więc na to, że cały wysiłek francuskiej centrali turystyki Atut France, która na promowanie tego regionu w Polsce jako alternatywy do zatłoczonych Alp wydała spore pieniądze, poszedł na marne. Lourdes wróci do rozkładu, ale na wiosnę – jako kierunek typowo pielgrzymkowy. Być może zdesperowani narciarze, którzy załapią się na pierwszy lot, zdołają jeszcze pojeździć trochę w Pirenejach tuż przed zamknięciem sezonu.

Współcześnie dysponujemy narzędziami informatycznymi, które bardzo precyzyjnie pozwalają na ocenę, czy konkretny kierunek ma odpowiedni potencjał ekonomiczny czy też nie – mówi Emilia Osiewska, która od niedawna kieruje warszawskim biurem izraelskich linii lotniczych El Al, a wcześniej pracowała w British Airlinies. Wynika więc z tego, że jeśli samoloty gdzieś nie latają, to się to po prostu nie opłaca... To prawda, ale teoretyczna. W praktyce linie niskokosztowe opanowały do perfekcji technologię „wyciągania” dodatkowych pieniędzy od samorządów, lotnisk czy regionalnych organizacji zajmujących się promocją turystyki, zwłaszcza tam gdzie połączenie nie zapewnia przewoźnikowi oczekiwanych zysków. Bywa też, że kraj chcąc przyciągnąć nowych turystów, oferuje przewoźnikom rozmaite ulgi i preferencje. Stąd np. wysyp połączeń z Polski do Izraela.

Józef Misiaszek, który od ponad 30 lat prowadzi biuro turystyki lotniczej obsługujące pasażerów z tzw. wyższej półki, stoi na stanowisku, że dla jego klientów dzisiaj nie ma to już znaczenia, czy lecą z Balic czy Pyrzowic. Jednak jeden z profesorów Politechniki Krakowskiej nieco inaczej wspomina dojazd do Pyrzowic. – Miałem odwieźć szwagra na mocno poranny lot do Egiptu. Wstaję w środku nocy, patrzę, a tu ktoś ukradł mi tablicę rejestracyjną z samochodu. Nie ma już czasu ani szans na organizację alternatywnego transportu, pożyczanie zastępczego auta. Jechaliśmy z duszą na ramieniu bez tablicy, modląc się całą drogę, aby nie spotkać patrolu policji autostradowej. Spotkanie oznaczałoby dla mnie mandat, a dla szwagra pożegnanie z wakacjami nad Morzem Czerwonym.

Trudny dojazd

Lotnisko w Pyrzowicach oddalone jest od Krakowa o niecałe 100 km. To jednak dwa razy tyle, ile dzieli londyńskie lotniska Stansted czy Luton od centrum miasta przy istniejącej tam (a u nas nie) szybkiej komunikacji publicznej. Najchętniej wybieranym środkiem dojazdu jest więc z braku innych możliwości własny samochód, co oprócz kosztów paliwa niesie za sobą opłaty autostradowe (40 zł w obie strony) i parkingowe na miejscu (100–150 zł), zanieczyszczone środowisko i zajęte miejsce przy lotnisku na tydzień lub dwa. Albo podróż komunikacją publiczną za wszelką cenę i bez względu na czas według schematu zalecanego przez jeden z portali internetowych: „Z Balic Leo Ekspressem do Katowic, na Piotra Skargi w autobus 807 w kierunku Gołonóg Zajezdnia, w Będzinie na Stadionie przesiadka na autobus 225 udający się w kierunku Mierzęcice – Magazyny, wysiąść na przystanku Mierzęcice – Siedliska i ostatnie 1800 metrów dymać z walizkami pieszo... Łącznie 3 godziny 39 minut”.

Podczas ostatniego ROADSHOW poświęconego prezentacji uroków akurat Tajlandii (czartery wyłącznie z Warszawy), które zgromadziło przedstawicieli najważniejszych krakowskich biur podróży, usiłowałem zapytać branżę dlaczego czartery omijają Kraków?

Pierwsza odpowiedź mówiła o tym, że krakowianie są biedniejsi od Ślązaków i przy tym skąpi. W związku z czym mniej wydają i nic nie kupują w normalnej cenie tylko polują na okazje i promocje.

Odpowiedź druga mówiła o klątwie „zapoprzedniego” prezesa, a dzisiaj szefa rady nadzorczej, który miał ponoć nie lubić czarterów i dlatego czartery polubiły konkurencyjne Katowice. Jeśli odpersonalizować tę odpowiedź, to można w niej znaleźć ziarno prawdy, tyle że w nieco odmiennej postaci. Pyrzowice są lotniskiem całkowicie cywilnym, podczas gdy Balice współdzielone z wojskiem. Pyrzowice zarządzane są przez prywatne Górnośląskie Towarzystwo Lotnicze, podczas gdy Balice przez spółkę z dominującym udziałem państwowych Portów Lotniczych, dla których priorytetem zawsze było i będzie jednak Okęcie. Gdy Pyrzowice parły do przodu, Balice uwikłane były w proceduralne zagwozdki i jechały na zaciągniętym ręcznym hamulcu. Na skutek tego, jeśli idzie o infrastrukturę, Pyrzowice są o krok, a może dwa przed Balicami. Gdy w Balicach budowano oczekiwany terminal, Pyrzowice budowały już olbrzymi hangar, w którym można serwisować jednocześnie dwa samoloty typu boeing 737 lub airbus A 320. Dzięki temu największa polska linia czarterowa Enter Air (18 samolotów boeing 737 800) tu ulokowała swoją główną bazę, podobnie Small Planet Polska – córka litewskiej linii o tej samej nazwie (10 samolotów airbus A 320 lub 321) i Travel Service – córka czeskiej linii (1 boeing 737 800). Pyrzowice mają już nowy pas długi na 3200 metrów, a Balice dopiero do budowy pasa o długości 2800 metrów się przygotowują.

Jest wreszcie trzecia odpowiedź, która mówi o podziale zadań i specjalizacji, jaka wytworzyła się pomiędzy obydwoma lotniskami. W Balicach lądują zagraniczni turyści oraz grupuje się ruch biznesowy oraz korporacyjny, stąd przewaga połączeń regularnych, z Pyrzowic tubylcy wylatują na wywczasy i odprawiane jest cargo. Czartery latają na okrągło, a w Balicach operacje lotnicze kończą się właściwie o północy. Wprawdzie oficjalnego zakazu nocnych lotów nie ma, na dowód czego hiszpański Vueling dwa razy w tygodniu ląduje zaraz po trzeciej w nocy, by odlecieć do Barcelony tuż przed czwartą. Ale gdyby takich lotów było więcej, ludzie mieszkający na drodze podejścia do lotniska zapewne by ostro protestowali.

Nadreprezentacja Ryanaira

Kraków jest jedynym liczącym się lotniskiem w Polsce, które ma monokulturę Ryanaira i zerową obecność Wizzaira. Co skutkuje tym, że krakowianie za bilety lotnicze muszą płacić więcej niż mieszkańcy innych regionów. Dzięki Wizzairowi, Pyrzowice już od dawna mają połączenie z Kijowem, Gruzją czy Tel Awiwem, a nawet ostatnio ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. U Ryanaira nie można się doprosić połączenia z Wilnem, choć ma tam swoją bazę, czy z Bratysławą (też ma bazę), traktowaną jako tanie lotnisko dla Wiednia. Odkąd LOT wycofał się z obsługi połączenia Kraków – Wiedeń, rozpanoszył się tu Austrian narzucający takie ceny, że ością stają w gardle także wiedeńczykom, zasobniejszym od krakowian. Dopiero na zimę polecimy zatem z Krakowa do Aten, Lizbony, Marrakeszu, Marsylii, Sewilli czy Neapolu. Pojawi się także Norymberga oraz Berlin w ofercie niskokosztowej. Nadal nie mamy żadnego połączenia na Ukrainę. Ryanair obiecywał nam Lwów, ale pokłócił się z Ukraińcami, bo nie dostał, czego chciał, i skasował wszystkie połączenia w tamtym kierunku z całej Polski.

Na platformie Route Exchange, prowadzonej przez organizację firmującą doroczne konferencje Routes World i Routes Europe, krakowskie lotnisko zgłosiło zapotrzebowanie na loty do Abu Zabi, Bilbao, Budapesztu, Bukaresztu, Dubrownika, Dohy, Dubaju, Dubrownika, Kolonii, Nicei, Nowego Jorku (JFK), Moskwy (Szeremietiewo), Rejkiawiku, Rzymu (Fiumicino), Petersburga, Santanderu, Splitu, Stambułu i Toronto oraz intensyfikację już funkcjonujących połączeń na trasach do Chicago i Paryża (CDG). Czy któryś z przewoźników podejmie to wyzwanie?

Optymistyczne zakończenie

Mimo wszystko krakowskie lotnisko rozwija się prawidłowo. Słupki wzrostu są równomierne i nie ma gigantycznych skoków oraz spektakularnych spadków, chociaż rynek lotniczy jest różnorodny. Mimo ogólnej koniunktury, której sprzyjają znacznie niższe niż przed rokiem ceny paliwa, zdarzają się upadki i bankructwa. Nawet całkiem blisko – jak Air Berlin, który tylko w I półroczu br. latając czery razy dziennie dowiózł i wywiózł z Krakowa blisko 62 tys. pasażerów. W ubiegłym roku Balice otarły się o granicę 5 mln pasażerów rocznie, w tym roku otrą się o barierę 6 mln. Przy przychodach ze sprzedaży w wysokości 195,5 mln zł lotnisko osiągnęło 47,1 mln zł czystego zysku. Przywrócono, po kilkuletniej przerwie, bezpośrednie loty do Chicago. Tu podczas wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Polsce stacjonował gotowy do podjęcia lotu w każdej chwili Air Force One bis oraz wielki transportowy boeing C–17 Globemaster III, który na swoim pokładzie przywiózł wszystkie samochody orszaku prezydenckiego, ze słynną „bestią” włącznie. Tu także lądował w czasie wakacji i nocował Jumbo Jet B 747 linii Air China.

Tekst i zdjęcia: Jacek Balcewicz

 

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, październik 2017.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl