Trochę niezauważenie minęła setna rocznica śmierci pisarza cieszącego się wciąż niemałą popularnością, zwłaszcza wśród Polaków średniego i starszego pokolenia, i wciąż najpopularniejszego polskiego pisarza poza granicami Polski – Henryka Sienkiewicza. W Krakowie, na Uniwersytecie Jagiellońskim, w uczelni, z którą Sienkiewicz był szczególnie związany i zaprzyjaźniony z licznymi jej profesorami, odbyła się jesienią ubiegłego roku sesja naukowa, zorganizowana przez wydział polonistyki. W nieco szerszym aspekcie, bo popularyzatorskim, a nie tylko rocznicowym, osobą i twórczością autora Krzyżaków zajął się Śródmiejski Ośrodek Kultury, który zorganizował m.in. niezwykłe w swoim klimacie spotkanie ze znaną pisarką Barbarą Wachowicz, autorką wielu publikacji o Sienkiewiczu. W kwietniu tego roku Biblioteka Kraków, inaugurując w Klubie „Pod Gruszką” działalność swojego Salonu Literackiego, pierwsze spotkanie poświęciła właśnie Henrykowi Sienkiewiczowi. Profesor Franciszek Ziejka, historyk literatury i kultury polskiej specjalizujący się w okresie pozytywizmu i Młodej Polski, wygłosił do licznie zgromadzonej publiczności wykład Jak Henryk Sienkiewicz podbijał Kraków.

Związki pisarza, tradycyjnie kojarzonego głównie z Warszawą i Podlasiem, a z czasem z podkieleckim Oblęgorkiem, także z Krakowem, były bliskie i długotrwałe. Szczególnie cenił uczonych oraz luminarzy sztuk pięknych. Adam Grzymała-Siedlecki, mistrz portretu literackiego, stwierdzał wręcz: „Nawet za młodych swoich lat, czasów początków pisarskich – nad kamraderię z kolegami dziennikarzami przenosił obcowanie z malarzami: z Witkiewiczem czy Chełmońskim, a później ilekroć np. zjechał do Krakowa – szukał przede wszystkim towarzystwa ludzi nauki i najlepiej czuł się wśród profesorów: Janczewskiego, Ulanowskiego, Kazimierza Morawskiego, Podkańskiego, Pawlickiego, Malinowskiego”.

Sienkiewicz odwiedzał Kraków w wieku dorosłym jako miasto pielęgnujące otwarcie narodowe tradycje, polskie mimo austriackiej podległości politycznej, skarbnicę narodowych pamiątek. Z miastem łączyły go też ważne czynniki osobiste i rodzinne, m.in. związane z tym, że właśnie w Krakowie mieszkała siostra jego pierwszej ukochanej żony Marii z Szetkiewiczów – Jadwiga Janczewska z mężem. W Krakowie bywał często przejazdem, odwiedzając w Europie różne miejsca czy dojeżdżając do Zakopanego, gdzie przez kilka lat po śmierci żony, pod opieką babki (matki Marii Sienkiewiczowej), w warunkach dogodnego tam klimatu, przebywały jego dzieci. Syn pisarza Henryk Józef w Krakowie właśnie uczęszczał do gimnazjum, bo w warunkach autonomii galicyjskiej było ono polską szkołą. Sienkiewiczowi zależało bardzo na patriotycznym wychowaniu i wykształceniu dzieci, stąd wybór był oczywisty: padł na Kraków, w którym mógł zawsze liczyć na pomoc państwa Janczewskich, a nie na szkoły warszawskie, z rosyjskim językiem wykładowym i wciąż zaprogramowaną brutalną rusyfikacją młodzieży. Henryk Józef w okresie gimnazjalnym mieszkał w gościnnym domu ciotki Janczewskiej.

Z Krakowem łączyły pisarza nade wszystko liczne przyjaźnie, głównie z ludźmi związanymi z Uniwersytetem Jagiellońskim, Akademią Umiejętności, ale także ze Szkołą Sztuk Pięknych, od 1900 roku – Akademią.

„Najwięcej do powiedzenia miał sobie Sienkiewicz – stwierdza jego wnuczka Maria Korniłowiczówna – z humanistami: historykiem literatury polskiej Stanisławem Tarnowskim, historykiem średniowiecza Stanisławem Smolką (u niego zasięgał rady, pisząc Krzyżaków), historykiem literatury starożytnej Kazimierzem Morawskim (ten znów wskazywał mu źródła do Quo vadis), prawnikiem Bolesławem Ulanowskim, historykiem Karolem Podkańskim”.

W Krakowie, na łamach „Czasu”, którego redaktorem naczelnym był profesor Stanisław Smolka, Sienkiewicz zamieszczał w odcinkach swoje powieści, publikowane na ogół równolegle z drukiem w warszawskim „Słowie”. Samo jednak życie literackie w Krakowie, do czasu „eksplozji” Młodej Polski, nie wzbudzało w nim szerszego zainteresowania, nie mówiąc już o zachwycie. Ale Sienkiewicz na ogół nie przepadał za towarzyszami pióra, można nawet rzec, że od nich trzymał się – podobnie jak i w Warszawie – raczej z daleka. Z niektórymi literatami – m.in. z Asnykiem – wyraźnie nie sympatyzował, co zresztą było w tym przypadku obopólne. Gdy w Krakowie swoją obecność zaznaczali wyraziście neoromantycy, Sienkiewicz z życzliwym zaciekawieniem, ale nierzadko też z dystansem, obserwował dokonania twórców i ich dzieła, zarówno w odniesieniu do literatury, jak i sztuk pięknych.

„Kraków – stwierdza Henryk Barycz – dla Sienkiewicza był (...) głównym ośrodkiem ruchu intelektualnego spośród wszystkich ważniejszych miast polskich, w którym mieścił się przesławny uniwersytet, niedawno założona Akademia Umiejętności, Biblioteka Jagiellońska, Muzeum Czartoryskich. Dzięki nim właśnie stał się Kraków bliski sercu pisarza, bo znakomitego narratora, a jednocześnie wychowanka i zwolennika pozytywizmu, urzekało właśnie magiczne słowo: nauka. Miał do niej słabość i wysoki kult zarówno z osobistych dyspozycji…”

Pisarz dotkliwie odczuwał stłumione bezlitośnie po powstaniu styczniowym życie umysłowe Warszawy, Kraków ze stworzonymi w warunkach galicyjskiej autonomii polskimi instytucjami życia publicznego i ożywionym życiem artystyczno-patriotycznym był także dla niego, używając języka Franciszka Ziejki – matecznikiem Polski.

Sienkiewiczowi łatwiej udawały się wspólne przedsięwzięcia publiczne w Krakowie niż niejednemu uznanemu pisarzowi. Kraszewski, dla którego pod Wawelem urządzono ogólnopolski jubileusz 50-lecia pracy twórczej w 1879 r., mimo rozmachu tych uroczystości zapamiętał, że z wnioskiem o nadanie mu doktoratu honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego wystąpił uznawany za drugorzędnego natenczas uczonego prof. Józef Łepkowski, a uzasadniał ten wniosek 25-letni profesor Stanisław Smolka (świetnie wprawdzie rokujący, ale przecież o nieugruntowanej jeszcze pozycji naukowej), a nie ci, którzy z racji zajmowanych katedr byli bardziej do tego predestynowani: Józef Szujski czy Stanisław Tarnowski (pierwszy jako profesor historii Polski, drugi – profesor literatury polskiej). Były i inne pretensje: jakoby jubileusz Kraszewskiego był nadto wpisany w inne uroczystości (m.in. poświęcenie i udostępnienie Sukiennic po całościowej restauracji), pierwsze projekty budowy pomnika A. Mickiewicza, inaugurację ideową Muzeum Narodowego związaną z przekazaniem przez Henryka Siemiradzkiego Pochodni Nerona. W dwa lata później (1881r.) powody do rozczarowania i żalu miała Eliza Orzeszkowa, gdy wobec opozycji Koła Literackiego nie doszło do planowanego na cześć pisarki bankietu. Autorka Nad Niemnem nawiedzając groby królów i bohaterów narodowych oraz „Skarbnicę świętych pamiątek”, przeżyła pod Wawelem – jak sama stwierdzała – wielkie chwile.

Sienkiewiczowi wcześnie, bo właśnie w 1879 r. udało się, niedługo po przyjeździe zza oceanu, pozyskać życzliwość wpływowych osób ze środowiska uniwersyteckiego. W Szczawnicy, jako prelegent, poznał bliżej Józefa Szujskiego i Stanisława Tarnowskiego. Spotkanie to, poprzedzające krakowski jubileusz Kraszewskiego, dobrze służyło zawarciu bliższej znajomości z oboma filarami humanistyki krakowskiej.

We wczesnym okresie tych kontaktów największe wrażenie na Sienkiewiczu wywarł Józef Szujski, jego indywidualność i talent. Należał do tych profesorów, których właśnie niepospolity talent pisarski i oratorski uczelnia krakowska doceniała wyżej niż cenzusy naukowe (Szujski nie ukończył studiów, a jego doktorat był doktoratem honoris causa – 1872 r.). Autor fundamentalnych pozycji dotyczących dziejów Polski, w 1869 r., a zatem w wieku 34 lat został profesorem zwyczajnym w nowo utworzonej katedrze historii Polski UJ (był już wtedy członkiem Koła Polskiego i członkiem Rady Państwa w Wiedniu, a dwa lata później – od 1881 r. – dożywotnim członkiem Izby Panów). Sienkiewicz widział w nim nie tylko wybitnego uczonego i polityka obozu stańczyków, dramaturga i poetę, ale także współtwórcę wysoko cenionej przez niego Akademii Umiejętności, która rozpoczęła działalność w 1872 r. Szujski był pierwszym sekretarzem generalnym Akademii (1872–83), współtwórcą krakowskiej szkoły historycznej, wybitnym znawcą dziejów Polski, zwłaszcza w okresie XVI–XVIII w. Gdy spotkali się w Szczawnicy (lipiec 1879), Szujski był wówczas rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie zachowały się świadectwa źródłowe, które by pozwoliły na bliższe odtworzenie relacji, które Sienkiewicza i Szujskiego łączyły. Musiały być one bliskie, skoro Sienkiewicz przybył na pogrzeb Szujskiego do Krakowa 9 lutego 1883 roku.

Zdecydowanie więcej można powiedzieć o znajomości i związkach pisarza ze Stanisławem Tarnowskim. Z zachowanej korespondencji, którą prowadzili przez wiele lat, można stwierdzić, że łączyły ich relacje bliskie, skoro pisali do siebie o sprawach osobistych, o swoich troskach i zmartwieniach, o własnych poczynaniach twórczych, wątpliwościach dotyczących planów artystycznych czy celowości podejmowanych wysiłków. Sienkiewicz po ukazaniu się Ogniem i mieczem zwierzał się Tarnowskiemu, że wątpi w swe siły, co do dalszych części zamierzonej trylogii, że ogarniają go rozterki, czy zdoła przeniknąć i oddać właściwie ducha czasów, z którymi się artystycznie mierzy. Tarnowski pisarza w tych trudnościach wspierał, gasił jego rozterki i wahania, umacniał po wielokroć w obranym przezeń kierunku twórczości, w swych odczytach i studiach krytycznych utrwalił pozycję autora Ogniem i mieczem. Znaczyło to dla Sienkiewicza wiele, zważywszy na krytyczne, a czasem wręcz niechętne opinie recenzentów wobec wielkiego cyklu powieści historycznych Sienkiewicza, pochodzące głównie ze środowiska warszawskiego – od czołowych pozytywistów: Bolesława Prusa, Aleksandra Świętochowskiego, ale i Józefa Ignacego Kraszewskiego czy Tomasza Teodora Jeża.

Sienkiewicz poznał bliżej Tarnowskiego stosunkowo późno, gdy hrabia miał już ugruntowaną pozycję w środowisku naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1879 r. został profesorem zwyczajnym, w następnych latach ich kontaktów pełnił funkcję sekretarza generalnego Akademii Umiejętności, którą objął po zmarłym Szujskim, a od 1890 r. do śmierci (1917 r.) był prezesem Akademii.

W 1897 r. Stanisław Tarnowski wydał książkę Henryk Sienkiewicz zawierającą jego studia i szkice poświęcone twórczości pisarza. Zbiegło się to z jubileuszem trzydziestolecia pracy twórczej Sienkiewicza. Tarnowski uczestniczył w uroczystościach jubileuszowych, a z kolei Sienkiewicz w czerwcu 1909 r., podczas uroczystości pożegnania Tarnowskiego z uniwersytecką katedrą, wygłosił mowę wybornie skrojoną i uargumentowaną na temat „profesora – przyjaciela”. Za prezesury Tarnowskiego Sienkiewicz w 1893 r. został członkiem rzeczywistym Akademii Umiejętności, a w 1900 r., gdy Stanisław Tarnowski pełnił urząd rektora, otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Uroczystości jubileuszowe Sienkiewicza w Krakowie odłożono zasadniczo o rok ze względu na odsłonięcie pomnika Mickiewicza (Sienkiewicz notabene wybrał miejsce jego usytuowania), co miało konsekwencje. Wobec nadsyłanych na jego ręce licznych depesz jubileuszowych z różnych stron Europy milczenie Krakowa i całej Galicji Sienkiewicz uznał za despekt, czemu dał wyraz w liście z 13 stycznia 1899 roku do zaprzyjaźnionego z nim Karola Podkańskiego: „Są z Rosji nawet, a nie ma prawie  a n i  j e d n e j  [podkreślenie pisarza] z sąsiedniej Trupiarni (...) Czy to nie charakterystyczne?”.

W zorganizowanym po tym liście uroczystym bankiecie na cześć jubilata w Grand Hotelu nie zamierzał uczestniczyć, ale dał się w końcu udobruchać i w przygotowanym przez zarząd Akademii Umiejętności (prezesem był Stanisław Tarnowski) spotkaniu ostatecznie uczestniczył. Tarnowski wystąpił w Teatrze Miejskim z mową na cześć Sienkiewicza i jego zasług w promocji języka i literatury polskiej w świecie, podczas uroczystości zorganizowanej 19 lutego 1900 r. przez młodzież akademicką mającą wobec pisarza wiele długów wdzięczności.

Sienkiewicz był inicjatorem daru grona wychowanków Szkoły Głównej Warszawskiej, do których sam też należał, dla Uniwersytetu Jagiellońskiego w 500. rocznicę refundacji tej uczelni (1900 r.). Przeprowadzona wśród wychowanków Szkoły Głównej zbiórka pieniężna miała służyć m.in. na potrzeby związane z wydawaniem prac habilitacyjnych ubogich studentów, a tym samym pomocy w uzyskaniu beneficjentom awansu naukowego. Zbiórka przyniosła w pierwszym rzucie kwotę 68 tysięcy koron austriackich i akcje na 3000 marek niemieckich.

Pierwotny cel fundacji był przez Sienkiewicza najwyraźniej powiązany z intencją przyznania w pierwszej kolejności takiego stypendium jego przyjacielowi Karolowi Potkańskiemu celem umożliwienia mu uzyskania habilitacji, a pośrednio – nominacji na profesora nadzwyczajnego. Gdy rychło okazało się, że prof. Stanisław Smolka wystąpił jednak w 1901 r. na posiedzeniu Rady Wydziału o nadanie Podkańskiemu profesury nadzwyczajnej, podstawowy cel przyznania pomocy Podkańskiemu stał się wtedy bezprzedmiotowy. Zmieniono wówczas statut fundacji w sferze pomocy na rzecz katedry badań lituanistycznych. Sam Potkański uzyskał profesurę zwyczajną w 1906 r., gdy był już poważnie chory. Zmarł 16 sierpnia 1907 roku.

Sienkiewicz wysoko cenił wiedzę, umiejętności i zalety charakteru Karola Potkańskiego. W okresie gimnazjalnym syna pisarza, mieszkającego – jak już wspomniano – u Janczewskich, właśnie Potkański sprawował, obok ciotki Jadwigi i jej męża, opiekę nad młodzieńcem, śledził pilnie jego postępy w nauce. Dzieci Sienkiewicza były do niego ogromnie przywiązane.

„Karol Potkański – stwierdza Barbara Wachowicz – pełen tajemniczego uroku, „Petroniusz polskiej kultury”, znakomity, odkrywczy historyk, autor dzieł takich jak Kraków przed Piastami, Lachowie i Lechici, wielki romantyk nieromantycznej doby, był uważany po prostu za członka rodziny Sienkiewiczów i ojca chrzestnego Ligii z Quo vadis (bo to on zasugerował lekturę dzieła Wojciecha Kętrzyńskiego Die Lygier)” .

Dokończenie za miesiąc.

Stanisław Dziedzic

Tekst z miesięcznika „Kraków”, wrzesień 2017.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl