Plażowanie, czyli korzystanie z uroków kąpieli słonecznych, zwykle w sąsiedztwie wody, uznajemy dziś za coś zupełnie zwyczajnego. Tymczasem to obyczaj stosunkowo młody, zyskał rację bytu niespełna 100 lat temu w wyniku rewolucyjnych przemian obyczajowych, jakie nastąpiły po I wojnie światowej. Dopiero począwszy od lat 20. minionego stulecia nie obraża już publicznej moralności możliwość swobodnego plażowania obojga płci, co dotąd dopuszczalne było tylko w odległych nadmorskich kurortach. Ale opalenizna jeszcze długo nie była w modzie, bo uważano, że przystoi raczej chłopkom niż panienkom z dobrego domu czy damom z tzw. towarzystwa. Dlatego słomkowy kapelusz i lekka parasolka były w powszechnym użyciu jeszcze do połowy ubiegłego wieku. Przewrót w tej subtelnej materii zawdzięczają panie podobno samej Coco Channel. W 1923 roku słynna już wówczas dyktatorka mody, podczas rejsu w okolicach Cannes, najzwyczajniej zdrzemnęła się w ostrym słońcu, a później obnosiła się z oryginalną brązową opalenizną. Tak to się zaczęło. Podobno...

Plaże oficerskie i „Krokodyl”

W Krakowie pierwsza profesjonalna plaża powstała w lipcu 1930 roku w sąsiedztwie klasztoru Norbertanek, na tyłach ul. Flisackiej. Jej dzierżawca – Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego (oświatowa przybudówka PPS) – zadbał prawie o wszystko. Wiślany brzeg wysypano piaskiem, powstał drewniany budynek z szatniami wsparty o mur przeciwpowodziowy, ustawiono urządzenia sportowe i wiklinowe kosze, nie zabrakło nawet transmisji radiowych.

Nazwa plaży „Krokodyl” odwoływała się do słynnego zdarzenia z końca XIX wieku. Z jednego z objazdowych cyrków uciekł wówczas najprawdziwszy aligator, chroniąc się w Wiśle. Kiedy włościanie z Mogiły poinformowali władze o bestii, która wychodzi z rzeki i pożera im żywy inwentarz, z Krakowa udała się ekspedycja myśliwych z drukarzem i wydawcą Władysławem Anczycem na czele. Niemal dwumetrowego aligatora zastrzelono i przekazano do PAU. Wypchany gad jest do dziś okazem w Muzeum Zoologicznym UJ.

Prowadzony przez Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego „Krokodyl” był pierwszą nowoczesną plażą, położoną blisko centrum miasta, dodatkowo obok atrakcyjnego, bo płytkiego ujścia Rudawy. Nie należy jednak zapominać, że na peryferiach Zwierzyńca działała już kilka lat wcześniej podobna plaża, choć nie tak popularna. Urządzono ją w 1925 roku, tuż za rogatką zwierzyniecką (tą przy ul. Księcia Józefa), ale jeszcze w granicach miasta. Dojść można było tam dzisiejszą ul. Wioślarską, mijając stojącą jeszcze wówczas w sąsiedztwie jedną z ostatnich bram fortecznych. Na kilku zachowanych fotografiach widać naturalny brzeg Wisły, całkiem spory drewniany budynek szatni, bufet, kilka huśtawek. Plaża była inicjatywą dowództwa 5. Pułku Saperów, w którego gestii pozostawał wtedy kilkuhektarowy teren pomiędzy ul. Księcia Józefa a brzegiem rzeki.

Plaża ta straciła rację bytu wraz z powstaniem o wiele dogodniej położonego „Krokodyla”. Po ostatniej wojnie siłą tradycji piknikowano tam jeszcze w najlepsze, jednak wkrótce zapadła mocno chybiona decyzja o budowie właśnie w tym zalewowym miejscu potężnego obiektu Kolejowego Klubu Wodnego. Inwestycję zrealizowano ostatecznie w latach 1953–55. Podczas kilku wielkich powodzi – między innymi w 1960, 1970 i 1997 roku – klubowy obiekt był zalewany zawsze do okien parteru i stawał się na kilka dni odciętą od świata wysepką.

Z „Krokodylem” konkurowała plaża oficerska z drewnianym dwukondygnacyjnym budynkiem i kawiarenką na wolnym powietrzu, urządzona w latach 1932–33 tuż przy moście po stronie Dębnik. Jej właścicielem i zarządcą była, powołana przez emerytowanych oficerów wojska, Spółka z o.o. „Plaża Wawel”. Lokalizacja w sąsiedztwie mostu była niezbyt wygodna, choć wymuszona, bowiem na samym cyplu stała wielka, legendarna dziś Willa Rożnowskich, zajmowana wówczas przez Zarząd Dróg Wodnych. Dopiero po jej rozbiórce, rozpoczętej jesienią 1937 roku, i finalizacji prac związanych ze skróceniem cypla o około 40 m, plaża mogła zająć większy i dogodniejszy teren.

Najstarsza pływalnia i nowoczesne baseny

Pierwsza otwarta pływalnia powstała jeszcze przed I wojną światową w Parku Krakowskim. Była wybetonowana i obmurowana, a przed ciekawskimi chronił ją wysoki parkan. Usytuowano ją w sąsiedztwie stawu, w północno-wschodnim narożniku parku, blisko wylotu ul. Karmelickiej. Chociaż formalnie jej właścicielem było wojsko, z czasem stała się ogólnie dostępnym, oficjalnym i jedynym ośrodkiem sportu pływackiego w mieście. Tam odbywały się mistrzostwa Polski i zawody międzynarodowe w pływaniu, a także mecze piłki wodnej. Tam rozwinął się między innymi talent zawodniczki Cracovii, wielokrotnej mistrzyni Polski Krystyny Nowakówny, córki prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego i premiera rządu RP Juliana Nowaka.

Dzięki życzliwości długoletniego dzierżawcy obiektu, byłego kolarskiego mistrza Galicji Eugeniusza Weissa, który udostępniał im zimą pokryte lodem staw i pływalnię, w połowie lat 20. powstały pierwsze hokejowe drużyny Cracovii i AZS-u.

Nieubłagany rozrost miasta sprawił, że począwszy od lat 20. anektowano pod zabudowę kolejne części parku. W 1938 roku nastąpił kres dawnego założenia parku według prekursorskiego pomysłu Stanisława Rehmana. Usunięto wówczas drewnianą małą architekturę, przeformowano i zmniejszono staw, likwidacji uległa również wysłużona pływalnia. Było to nieuniknione, bowiem jej znaczna część wraz z widownią zajmowałaby dziś całą zachodnią jezdnię al. Mickiewicza. Warto jeszcze przypomnieć, że powierzchnia rewitalizowanego właśnie w tym roku parku liczy obecnie zaledwie 4, a nie jak kiedyś ponad 7 ha.

Począwszy od 1934 roku, na ponad dwudziestohektarowym terenie po dawnym torze wyścigowym przy al. 3 Maja trwały intensywne prace przy budowie kompleksu pod nazwą Miejski Stadion Sportowy. W jego skład wchodziły boiska, pływalnie i stadion lekkoatletyczny z trybuną na 3 tys. widzów. Ogrom wdrożonych inwestycji sprawił, że nie udało się w porę ukończyć basenów i Kraków w sezonie 1938 pozbawiony został niestety otwartej profesjonalnej pływalni. Trudno było za taką uznać niewielki basen przy ul. Bronowickiej, na zapleczu koszar Korpusu Kadetów.

Ukończone tuż przed wybuchem wojny obiekty sportowe przy al. 3 Maja, wzniesione według projektu Marcina Bukowskiego, były piękne i w pełni nowoczesne. Pływalnia składała się z dwóch basenów. Większy z nich, typowo rekreacyjny, miał wymiary 70 x 30 m i głębokość od 0,5 do 1,7 m. Drugi był obiektem o pełnych wymiarach olimpijskich (50 x 30 m), a ze względu na 10-metrową wieżę do skoków, miał od 2,2 do 4,5 m głębokości. Obok większego basenu – od strony stadionu – urządzono dodatkowo piaszczystą plażę (w 1947 roku w jej miejscu zbudowano brodzik).

Nowe czasy i nowe obyczaje

Podsumowując epokę zakończoną wybuchem II wojny światowej, nie sposób nie zauważyć, że w ciągu kilkunastu międzywojennych lat dokonywał się w Krakowie obyczajowy przewrót. Rzeka wykorzystywana przez stulecia w celach – nazwijmy to – praktyczno-higienicznych, zyskała nagle status przede wszystkim rekreacyjny. Odwieczni włodarze Wisły – rybacy i piaskarze – musieli ustąpić, przynajmniej w sezonie letnim, amatorom pływania i sportów wodnych.

Dobrą ilustracją nowych obyczajów jest notatka w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”: „W starostwie grodzkim w Krakowie bawiła delegacja obywatelstwa z Dębnik oraz delegacja sekcji do walki z demoralizacją z prośbą o interwencję przeciwko rozpowszechniającym się w Krakowie spacerom plażowiczów ulicami miasta w strojach kąpielowych. »Nowoczesne« takie spacery można było zauważyć w okolicy ul Dietla, pod Wawelem i w Dębnikach, gdzie mężczyźni i kobiety, korzystający z tzw. plaż dzikich, nie chcąc narażać się na kradzież pozostawionej na brzegu garderoby, już z domu wyruszali w kostiumach kąpielowych, nie zawsze odpowiednich, a po kąpieli wracali w tym samym »ubiorze« do domu ulicami miasta. W związku z tym starostwo wydało zarządzenie policji, aby plażowiczów, którzy w kostiumach kąpielowych znajdują się zbyt daleko od brzegów bądź też w kostiumach kąpielowych urządzają sobie spacery ulicami miasta, karano mandatami karnymi, a przeciwko bardziej opornym sporządzano doniesienia karno-administracyjne" (sierpień 1939 roku). Niebawem tego rodzaju problemy zeszły na bardzo odległy plan...

Okupacja i tuż po niej

W czasie okupacji Niemcy zadowolili się zagarnięciem dla siebie na wyłączność Miejskiego Stadionu Sportowego i plażowanie nad Wisłą było dozwolone. Korzystali z tego jednak tylko najbardziej zdeterminowani, a powodem były przeprowadzane tam łapanki. Największych dokonano na plaży „Wawel”, w lipcu 1943 roku. Podczas dwóch takich nalotów w krótkim odstępie czasu zatrzymano ponad sto osób.

Plaża „Krokodyl’, choć mocno zdewastowana przez wielką powódź w 1934 roku, przetrwała do wybuchu wojny. Ostateczny cios zadała jej ciężka zima 1939/40 i liczące ponad pół metra grubości kry, które ruszyły wiosną. Wkrótce okupacyjny zarząd miasta wydał decyzję o rozbiórce drewnianego budynku. Pozostawiono tylko mocno posadowiony w wale ażurowy szkielet konstrukcji, być może z myślą o odbudowie. Do reaktywacji „Krokodyla” nigdy jednak nie doszło, choć Wojewódzki Komitet PPS wystąpił w 1948 roku z koncepcją odbudowy 30-metrowego drewnianego budynku i zgodę taką otrzymał.

Na początku lat 50. rozebrano też zniszczony budynek plaży „Wawel”. Pozostał tam na całe szczęście chociaż piasek, od zawsze nanoszony przez nurt na cypel.

W 1951 roku Miejski Stadion Sportowy wraz z pływalniami przekazano decyzją administracyjną pod zarząd KS Cracovia (wówczas Ogniwo). Nieremontowany obiekt niszczał, ubywało atrakcji. Latem 1959 roku po jednym z wielu niebezpiecznych incydentów, zdemontowano ostatecznie wieżę do skoków.

W głębokim PRL-u

Czas PRL–u nie sprzyjał rekreacyjnym inwestycjom, toteż na kolejne baseny przyszło długo czekać. Dopiero w 1966 roku oddano do użytku (pokazowo we wrześniu rok wcześniej) baseny przy stadionie TS Wisła: duży (50 x 20 m) o głębokości do 2 m oraz brodzik. W tym samym roku ukończono basen z brodzikiem w Borku Fałęckim, w sąsiedztwie pętli tramwajowej. Równocześnie Nowa Huta wzbogaciła się o ośrodek z trzema basenami przy ul. Bulwarowej.

W latach 50. i 60. XX wieku ciągle jeszcze skutecznie rywalizowały z pływalniami krakowskie rzeki. Niezapomniane były pikniki przy kaskadowym ujściu Rudawy, choć przedwojenna plaża zarosła trawą i nie było już po niej śladu. Siadało się na rzecznych progach, a woda leniwie lała się na plecy. Żyć nie umierać... Szukający mocniejszych wrażeń podążali w górę Rudawy, w rejon piątego z kolei mostu – obok ul. Korbutowej – z którego można było bez obaw (?) skakać „na główkę”.

Nie dawała takiego komfortu Wilga zanieczyszczona przez zakłady Solvay do granic możliwości. Do kąpieli nadawało się natomiast położone obok – na tyłach ul. Szwedzkiej i budowanego od 1967 roku Osiedla Podwawelskiego – podłużne jeziorko, pamiątka po dawnym korycie Wilgi. Piknikowali tam głównie mieszkańcy Dębnik, Ludwinowa i Zakrzówka. Jeziorko, otoczone w latach 90. działkami rekreacyjnymi, zachowało się do dziś, choć mocno zarosło szuwarami i rzęsą.

Coraz bardziej zanieczyszczona Wisła długo nie dawała za wygraną. Od końca lat 40. popularna była niewielka plaża naprzeciw ujścia Wilgi, przy bulwarze nazwanym później Kurlandzkim. Najpopularniejsza była jednak ciągle plaża nazywana – jak dawniej – „Wawel”. Stosunkowo płytka w tym miejscu rzeka sprawiała, że kąpiel była w miarę bezpieczna. Plaża ta przeżyła najtrudniejsze chwile podczas pamiętnego lata stulecia w sierpniu 1963. Było to już po zamknięciu wiślanego kąpieliska naprzeciw ujścia Wilgi. Wyliczono, że w najbardziej upalne dni w wodzie przebywało wówczas 600 osób. Dyżurująca dwójka ratowników miała sporo pracy i, niestety, odnotowano jeden przypadek utonięcia. Ostatnia z wiślanych plaż zniknęła pod wodą po niefortunnym obmurowaniu i spiętrzeniu rzeki (o około 3 m) jesienią 1965 roku.

Mimo to jeszcze do końca lat 60. ubiegłego stulecia nie tylko plażowanie, ale i kąpiel w wodach coraz bardziej zanieczyszczonej Wisły była czymś powszechnym i raczej nie groziła żadnymi przykrymi konsekwencjami. Kiedy po obmurowaniu betonowymi płytami koryta rzeki kąpiel w granicach miasta stała się niemożliwa, jeździło się jeszcze przez kilka lat na którąś z kilku tzw. dzikich plaż rozsianych na przegorzalskim brzegu. Najłatwiej było dostać się tam polną drogą zwaną dziś ulicą Rybną. Choć kąpiel była już niedozwolona, motorówki milicjantów z posterunku wodnego zapuszczały się w tamte rejony bardzo rzadko. Piaszczyste porośnięte wikliną brzegi zachęcały do plażowania, a wyraźnie czystsza tu woda ciągle nęciła pływaków. Nie bez przyjemności doświadczał tego jeszcze piszący te słowa.

Począwszy od lat 70., głównie za sprawą przemysłowych ścieków, niewielu śmiałków ryzykowało kąpiel w Wiśle. Miłośnikom pływania pozostawało już tylko kilka otwartych basenów. Całkiem spory, ponad 30-hektarowy zalew Bagry w Płaszowie, z uwagi na peryferyjne położenie i kiepską komunikację, pozostawał długo tylko lokalną atrakcją. Podobnie było z niewielkim akwenem na terenie kamieniołomu na Zakrzówku, od strony dzisiejszej ul. Norymberskiej. Obecną postać przybierał on stopniowo dopiero po 1990 roku, w wyniku wyłączenia z eksploatacji kamieniołomu (wcześniej pojawiającą się wodę doraźnie wypompowywano). Sytuację poprawiło oddanie do użytku (1972), dwóch nowych basenów: Polfy przy ul. Eisenberga i Clepardii przy ul. Mackiewicza.

Zapomniany zalew na Rudawie

Warto jeszcze wspomnieć o pomyśle, który pół wieku temu, budził spore nadzieje. U progu lat 60. w Dzielnicowej Radzie Narodowej Zwierzyniec (Kraków liczył wówczas tylko 6 dzielnic, a ich kompetencje były znaczące), zrodziła się koncepcja urządzenia na Woli Justowskiej sztucznego zalewu na Rudawie. Zalew zająć miał istniejące do dziś międzywale na obszarze 1,25 ha, sięgając od ul. Nad Zalewem niemal po ul. Jesionową. Początkowo wydawało się, że droga od zamierzenia do realizacji będzie krótka. Społecznie opracowano dokumentację, a KPRI przystąpić miało do prac już od września 1963 roku. Projekt zakładał łatwe w wykonaniu przegrodzenie rzeki, a koszt prac wyliczono na 95 tys. zł (dla porównania: samochód Warszawa kosztował wtedy 120 tys. zł).

Kiedy inwestycję przejęły władze miejskie, zaczęły piętrzyć się formalne przeszkody i sprawę odłożono ad acta. Wreszcie, po próbnym spiętrzeniu rzeki we wrześniu 1966 roku, ekspertyzy wykazały, że wały ochronne są zbyt słabe. Później pojawił się jeszcze pomysł urządzenia rozlewiska, poprzez likwidację środkowego wału. Ostatecznie wszelkich prac zaniechano i po tej ciekawej koncepcji pozostała tylko pamiątka w postaci niezrozumiałej dziś nazwy ulicy: Nad Zalewem.

U progu nowego stulecia

Niestety, od końca ubiegłego wieku otwartych pływalni zaczęło ubywać. Najpierw zamknięto przedwojenny jeszcze basen WKS Wawel przy ul. Bronowickiej (w jego miejscu urządzono w latach 80. Korty tenisowe). W 1995 roku zamknięto zrujnowane i od zawsze niedoinwestowane kąpieliska przy al. 3 Maja. Kolejne straty przyniósł rok 2009, w którym zlikwidowano baseny Wisły i Polfy. Była szansa, by zastąpiła je w jakiejś mierze plaża urządzona w tym samym roku obok dawnego hotelu Forum. Niestety, ta kontrowersyjna inwestycja (zbyt wysoki pawilon i nocne dyskoteki), od początku budziła protesty, toteż miasto nie odnowiło z inwestorem umowy wygasłej w 2015 roku.

Dziś po dawnych pływalniach pozostały jedynie wspomnienia, a honoru bronią tylko obiekty Clepardii i Wandy przy Bulwarowej. Na szczęście już od wczesnych lat 60. pomyślnie rozwijała się kariera zalewu powstałego w miejscu żwirowni (czynnych jeszcze do końca lat 80.), w podkrakowskim Kryspinowie. To największa dziś plaża z prawdziwego zdarzenia i zarazem rekreacyjna baza miasta. Ciągle nie wiadomo, jak potoczą się losy kąpieliska po dawnym wyrobisku w Przylasku Rusieckim.

 

Krzysztof Jakubowski


Na zdjęciach:

• Pierwszą krakowską plażę urządzono w okolicy dzisiejszej ul. Wioślarskiej. Fot. NAC, 1926 r.

• Ta sama plaża podczas jednej z tzw. niżówek Wisły, w lipcu 1928 roku. Fot. NAC, 1928 r.

• Plaża „Krokodyl” miała zawsze duże powodzenie. Na wprost dębnicki brzeg i Pałac Lasockich, po prawej fragment ogromnej tuby megafonu. Fot. NAC, 1933 r.

• Widok na plażowy budynek „Krokodyla”. W głębi, przy ul. Kościuszki 73, powstaje 5-piętrowa czynszowa kamienica konwentu Norbertanek. Fot. NAC, 1931 r.

• Widok z zamku na most Dębnicki i plażę „Wawel”. Po lewej fragment Willi Rożnowskich rozebranej jesienią 1937 roku; widokówka, archiwum autora, ok. 1935 r.

• Pierwsza otwarta pływalnia wciśnięta w narożnik Parku Krakowskiego służyła miastu niemal ćwierć wieku. Na zdjęciu drużyna piłki wodnej KS Cracovia, w głębi al. Słowackiego. Fot. NAC, 1931 r.

• Baseny Miejskiego Stadionu Sportowego, na pierwszym planie olimpijski, na dalszym – rekreacyjny; widokówka, archiwum autora, 1967 r.

• Niezapomniane wrażenia dawały kaskadowe progi ujścia Rudawy. Po raz ostatni można było tam baraszkować w 1965 roku. Fot. NAC, 1931.

• Basen TS Wisła przy ul. Reymonta. Fot. PAP/CAF, 1980 r.

 

Tekst z miesięcznika „Kraków”, lipiec-sierpień 2017.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl