Kilkanaście tygodni temu media obiegła sensacyjna informacja o grze internetowej, która zbiera śmiertelne żniwo wśród nastolatków. Podobno przyszła do nas z Rosji, gdzie w jej wyniku 130 „graczy” miało popełnić samobójstwo. Na początku marca brytyjskie media opisały nowe zjawisko i zasady działania Blue Whale Challenge. I właśnie z Wysp informacja dotarła do Polski, gdzie „grę” nazwano „błękitnym wielorybem”. Gazety zaczęły opisywać nowe przypadki samookaleczeń dzieci grających w „niebieskiego wieloryba”. „Gra” polega na wykonywaniu 50 zadań, które stają się coraz bardziej ryzykowne i ostatecznie mają doprowadzić do samobójstwa.

 

 

Osoby uczestniczące w wyzwaniu komunikują się przez portale społecznościowe. Jedna z nich wydaje polecenia osobie, która decyduje się wziąć udział w „grze”. Nie znają się osobiście, cała komunikacja odbywa się przez internet. To nie jest jakiś bezduszny komputerowy mechanizm, tylko realna osoba, która musi sobie zdawać sprawę z tego, że prowadzi bardzo niebezpieczną manipulację. Dlaczego ktoś chce nakłaniać przypadkowe osoby do popełnienia samobójstwa?

Kto stoi za „Niebieskim wielorybem”?

Tajemnicza „gra” wzbudziła tak wielkie zainteresowanie mediów, że Ministerstwo Edukacji Narodowej wysłało do dyrektorów szkół list ostrzegający przed tym zagrożeniem. Sprawą zainteresował się również Rzecznik Praw Dziecka. Tymczasem zaczęły się pojawiać głosy, że liczba ofiar tej „gry” nigdy nie została potwierdzona przez śledczych z Rosji. Nie ma dowodów na to, że nastolatki, które popełniły samobójstwo, zrobiły to na skutek udziału w „grze”. Portal SpidersWeb, zajmujący się nowymi technologiami, w ogóle wątpi w jej istnienie. Ale w maju brytyjskie media poinformowały, że w Rosji aresztowano 21-letniego mężczyznę, który przyznał się do nakłonienia do samobójstwa 16 nastolatek w internetowym wyzwaniu. Czy możemy się spodziewać kolejnych aresztowań – tym razem w Polsce?

Do Prokuratury Okręgowej w Krakowie wpłynęły trzy zgłoszenia dotyczące nakłaniania do samobójstwa za pośrednictwem internetowej gry „niebieski wieloryb”. Wszystkie miały miejsce w drugiej połowie marca i na początku kwietnia, a zatem w momencie, gdy temat był już mocno przez media eksploatowany. Dwie sprawy prowadzi Prokuratura Rejonowa w Wieliczce. W pierwszej – chłopiec rzeczywiście dokonywał samookaleczeń i miał myśli samobójcze, ale nie potwierdzono, by był w jakikolwiek sposób namawiany przez kogoś do takich zachowań. W drugim przypadku w trakcie śledztwa dziecko przyznało, że cała sprawa z „niebieskim wielorybem” to był żart. Wiadomo też, że dziecko miało problemy z odnalezieniem się w środowisku rówieśników, odczuwało lęk przed szkołą.

– Na obecnym etapie śledztwa jest zbyt wcześnie, aby kategorycznie stwierdzić, czy omawiany przypadek ma jakikolwiek związek z grą „niebieski wieloryb” i czy małoletni wykorzystując fakt medialnego zamieszania związanego z powyższą grą, usiłuje skierować zainteresowanie na swoją osobę – informuje prokurator Małgorzata Piotrowicz. Prokuraturze z Nowej Huty, która bada trzecią sprawę dotyczącą „niebieskiego wieloryba”, udało się ustalić, że 13-letnia dziewczynka za pośrednictwem Messengera rzeczywiście nawiązała kontakt z równolatką z Warszawy i rozmawiały o „grze”. W ocenie śledczych łączyła je raczej więź koleżeńska i krakowianka nie była namawiana do popełnienia samobójstwa. Dziewczynka okaleczyła się za pomocą ostrza strugaczki, ale – jak zeznała – zrobiła to z ciekawości. – Niewątpliwie hasło „niebieski wieloryb” stało się inspiracją dla prowadzenia ożywionej dyskusji na portalu Facebook, podczas której dziewczyny wyrażały ekscytację i podniecenie perspektywą uczestnictwa w grze – ocenia prokurator Tomasz Moskwa.

Dochodzenia prokuratorskie w Krakowie i innych miastach Polski nie zostały jeszcze zakończone i być może dalsze postępowania ujawnią nowe fakty, ale wiele wskazuje na to, że „niebieski wieloryb” to rodzaj samospełniającej się przepowiedni, miejskiej legendy, która zaczęła żyć własnym życiem. Informacje prasowe na temat tego groźnego zjawiska zawierały przecież dokładny opis mechanizmu tej manipulacji i zilustrowane były zdjęciem wieloryba wyciętego ostrym narzędziem na skórze człowieka. – Młodzi ludzie dużo lepiej radzą sobie z internetem niż dorośli, więc sensacyjna informacja o nowej grze natychmiast do nich dotarła. Media nagłaśniając tę sprawę, wzbudziły tylko niezdrową ciekawość wśród młodzieży – mówi Dorota Skwarek, dyrektor Wydziału Nadzoru Pedagogicznego z Kuratorium Oświaty w Krakowie. Przypuszczenia te potwierdzają nauczyciele i rodzice, którzy obserwują, jakie emocje budzi w dzieciach hasło „niebieski wieloryb”.

Nie ma się czego bać?

Dr hab. Maciej Pilecki, kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży CM UJ, zauważa, że zjawisko samookaleczania nie jest nowe. – Od kilku lat notujemy w Polsce znaczący wzrost autoagresywnych zachowań u młodych ludzi – wyjaśnia doc. Pilecki. – Bardzo często inspirację czerpią właśnie z mediów społecznościowych. Z obserwacji lekarzy wynika, że zdecydowanie częściej dziewczynki demonstrują zachowania autoagresywne. Według badań przeprowadzonych przez psychiatrów z Kliniki, samookaleczeń dokonuje kilka procent dziewcząt w wieku gimnazjalnym. Często tym zachowaniom towarzyszą inne problemy: depresja, zaburzenia lękowe, uzależnienie od internetu. – Około 70 proc. pacjentów leczonych w naszej w oddziale z powodu różnych problemów psychicznych dokonuje samookaleczeń – szacuje doc. Pilecki.

W naturze ból jest ostrzeżeniem dla organizmu, oznaką, że dzieje się coś złego. Człowiek ma w sobie naturalny lęk przed cierpieniem. Co więc musi się dziać w życiu tych młodych ludzi, że decydują się zadawać sobie rany? – Ból fizyczny staje się sposobem na odreagowanie napięć i problemów, z którymi nie potrafią sobie poradzić – wyjaśnia Urszula Sroka, psycholog dziecięcy z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. - A przyczyn jest wiele: rozpad rodzin, brak akceptacji wśród rówieśników, zawiedziona miłość. Ale czasem przyczyną jest chęć zaimponowania w grupie, pokazania, że niczego się nie boję.

Rodzicom często wydaje się, że dzisiaj dzieci mają wszystko: dostęp do rozrywek, nieograniczone możliwości rozwijania swoich zainteresowań i pasji. Już od przedszkola posyłają dzieci na zajęcia dodatkowe: muzyczne, plastyczne, taneczne językowe, sportowe. Tylko z czasem to, co miało dziecko bawić i rozwijać, staje się obciążającym obowiązkiem. Brakuje czasu na zabawę z rówieśnikami, na odpoczynek i zwyczajną rozmowę. Rodzice nie rozumieją, że szkoła i zajęcia dodatkowe też wiążą się dla dziecka z dużym wysiłkiem. Sami pracują po kilkanaście godzin, spędzają czas w korkach, biegają po zakupy i załatwiają po drodze mnóstwo innych mniej lub bardziej ważnych spraw. Więc dzieciom również planują każdą godzinę: od rana do późnego wieczora. – Większym oczekiwaniom nie towarzyszy częstsze rozmawianie z dziećmi – zauważa doc. Pilecki. Dlatego z czasem dziecko dochodzi do wniosku, że rodzice go nie rozumieją, że wymagają zbyt wiele. Dziecko szuka zatem wsparcia w grupie rówieśniczej, szuka osób, które mają podobne problemy. Znajduje je bardzo często w internecie, w mediach społecznościowych.

Szukają bezpieczeństwa i przyjaźni

Z czasem proporcje pomiędzy prawdziwym życiem a tym w sieci zostają zaburzone. Dziecko z niecierpliwością czeka, kiedy skończy lekcje albo inne obowiązki, by znów sięgnąć po telefon komórkowy. – Dziś nowe technologie są obecne w naszym życiu i tego rozwoju nie powstrzymamy, ale mam całą grupę pacjentów, którzy w szkole czy w domu nie nawiązują absolutnie żadnych relacji. Tylko w mediach społecznościowych mają przyjaciół i tam jest ich życie towarzyskie – opowiada Urszula Sroka. Nauczyciele i rodzice przyznają, że uzależnienie od telefonu komórkowego czy komputera to duży problem. Według badań przeprowadzonych przez L. Kirwil w 2011 roku na grupie 800 nastolatków w wieku 11–16 lat, blisko 35 proc. badanych dzieci przyznało się do zaniedbywania nauki lub obowiązków domowych z powodu spędzania czasu w internecie. 32 proc. dzieci odpowiedziało, że czuje się nieswojo, kiedy nie surfuje w sieci. 18 proc. z badanych wyznało, że zapomina zjeść posiłek albo nie kładzie się spać z powodu spędzania czasu w sieci. Ale odbieranie telefonów i wprowadzanie ograniczeń też nie jest dobrym rozwiązaniem. Nagły zakaz budzi w dziecku bunt.

 

 

– Naiwni rodzice walcząc o chwilę spokoju, dają już nawet malutkim dzieciom smartfony czy tablety i w ten sposób przyzwyczajają dziecko do tej wirtualnej rzeczywistości. Dziecko bardzo szybko zaczyna kojarzyć te kolorowe obrazki z zabawą, przyjemnością. To pierwszy krok do uzależnienia – wyjaśnia prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny, kierownik Katedry Negocjacji na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. – To tak samo jak z uzależnieniem od używek. Wirtualny świat daje poczucie przyjemności i ucieczki od tej nudnej albo stresującej rzeczywistości.

Zobaczyć motylki

Internet staje się też źródłem wiedzy o różnego rodzaju używkach i zachowaniach ryzykownych. Dlatego lekarze obserwują wzrost liczby młodych pacjentów będących pod wpływem dopalaczy czy innych substancji psychoaktywnych. Niekiedy ich użycie jest bardzo groźne. Urszula Sroka przypomina sobie historię dwóch dwunastoletnich dziewczynek, które spożyły bardzo niebezpieczną substancję, ponieważ w internecie wyczytały, że po niej zobaczą motylki. – Potraktowały ten opis serio. Zupełnie nie zdawały sobie sprawy, na jakie niebezpieczeństwo się narażają – opowiada.

Rodzicom wydaje się, że dziecko – tak jak dorosły człowiek – potrafi ocenić, które treści są fałszywe albo niebezpieczne. Doświadczenie trzydziesto- i czterdziestolatków jest zupełnie inne: wychowali się w świecie bez komputera i internetu, więc patrzą na te narzędzia w sposób bardziej krytyczny. Dziecko jest wobec nich ufne. – Dzieci kojarzą internet z czymś przyjaznym, zabawnym, niegroźnym, bo znają to od wczesnego dzieciństwa i trudno im zrozumieć, że ktoś może próbować nimi manipulować, że ktoś może chcieć je okłamać, skrzywdzić. Dzieci są zupełnie bezbronne wobec zagrożeń płynących z internetu – tłumaczy prof. Nęcki. A są one całkiem realne.

 

(...)

 

Całość tekstu w czerwcowym numerze „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl