Od mamutów do Lenina

Ktoś powiedział, że historia Zwierzyńca to jakby streszczenie całych dziejów ludzkości, od mamutów do Lenina. Ale zapomniał przy tym dodać, że to kawałek świata, który zniewala urodą obyczajów i tradycji, paruje bogactwem legend i tajemnic, uwodzi pięknością krajobrazów i humorem jego mieszkańców. A dla tych wszystkich, którym kiedyś dane było wiosną wędrować aż po horyzont wałami Rudawy, latem kąpać się przy Norbertankach w Wiśle, jesienią (i nie tylko jesienią) uganiać za piłką po Błoniach, a zimą szusować na deskach po zboczach Sikornika – był to po prostu najprawdziwszy biblijny raj.

Nauka głosi, że w górnej części ulicy kiedyś Spadzistej (teraz Vlastimila Hofmana), podążającej od ul. Królowej Jadwigi w stronę kopca Kościuszki, znajduje się największe w Polsce i jedno z najokazalszych w świecie cmentarzysko mamuta włochatego. Ktoś chciał kiedyś postawić tu dom, rozkopał ziemię i wtedy na powierzchni zaledwie 150 metrów kwadratowych znaleziono aż 10 000 szczątków tych zwierząt. Okazało się, że 25 tysięcy lat temu usytuowane tu było starannie przemyślane stanowisko łowieckie. A także działała w tym miejscu świetnie zorganizowana i posiadająca olbrzymie możliwości przerobowe najprawdziwsza rzeźnia. Zwierzęta zapędzano na skraj obecnego wzgórza bł. Bronisławy, odcinano im drogę ucieczki i powalone upadkiem ze stromizny stada dobijano zakończonymi krzemiennym ostrzem dzidami. Zdejmowano porośniętą futrem skórę, porcjowano przydatne do jadła połcie, zeskrobywano mięso do gołej kości. I tak oto nikt, kto mieszkał w tej okolicy, nie miał prawa być głodnym.

Urodziłem się na Zwierzyńcu i jestem dumny ze swoich przodków. Nasi chłopcy już w neandertalu odznaczali się pomysłowością, sprytem, odwagą i inteligencją. Skrzykiwali się do wspólnej roboty, aby nakarmić do syta swoje dziewczyny i – co najważniejsze – zapewnić ekstraordynaryjny rozwój swojemu dobrze odżywionemu potomstwu. Dlatego my wszyscy, którzy pochodzimy spod kopca Kościuszki, do dziś nie mamy sobie w świecie równych.

Historia głosi, że poniżej stanowisk mamutów, przy ulicy Królowej Jadwigi pod numerem 41, w trochę już późniejszym czasie, przebywał i Włodzimierz Lenin. Zamieszkał wraz z żoną Nadieżdą Krupską na pięterku kamienicy zwierzynieckiego murarza Jana Florczyka. Otoczona miłością światowego proletariatu małżeńska para (ślub na stanowcze żądanie matki Krupskiej odbył się w cerkwi na syberyjskim zesłaniu 10 lipca 1898) przebywała tu krótko, bo tylko dwa miesiące, w lipcu i sierpniu 1912. Pobyt był szczęśliwy, spokoju budowniczych nowego światowego ładu strzegła figurka Matki Boskiej umieszczona przez Florczyka we wnęce muru, przy bramie. Przyszły twórca radzieckiego imperium „chciał mieszkać skromnie i tanio, w pobliżu lasu i wody”. Miał wszystko, obok była Rudawa, w pobliżu zalesione wzgórza Sikornika i Sowińca. Nadieżda Krupska tak bardzo upodobała sobie spacery po niedalekich Błoniach, że przybrała od nich swój konspiracyjny pseudonim „Błonina”.

W domu Florczyka obejrzeć teraz można wystawę opowiadającą o tej rajskiej dzielnicy. Są oczywiście kości mamutów, są zęby tych przepotężnych północnych słoni. Te trzonowe budzą absolutny podziw, mają rozmiary całkiem sporej walizeczki. I są narzędzia pracy naszych walecznych przodków, ostrza dzid wykrzesane z krzemienia jurajskiego. Wystawa zatytułowana jest skromnie: Prawie wszystko o Zwierzyńcu. Ale zastrzeżenie o pewnych jej niedostatkach wprowadzono chyba nie dlatego, że dyskretnie przemilczano tu wszelkie ślady po Leninie. Raczej dlatego, że wszystkiego o Zwierzyńcu opowiedzieć się po prostu nie da. A Lenin się nie załapał, bo moda na niego już minęła.

Za to wiecznie żywe okazało się to wszystko, co oglądać tu teraz można w kilku wystawowych salkach. Są więc figury gotowego do harców niezmordowanego Lajkonika, są fantazyjne emausowe kramy i karuzele, są bożonarodzeniowe szopki Malików. Gdzie jak nie u nas najbardziej okazale czciło się narodowych bohaterów? To tu Kościuszce i Piłsudskiemu usypano kopce – na wzór celtyckich kurhanów wzniesionych przed wiekami dla Wandy i Krakusa. Owszem, z należnym szacunkiem czciliśmy na zboczach Sikornika bliskiego nam kiedyś pogańskiego Pośwista. Ale też sto lat wcześniej niż cała reszta kraju, dzięki wielkomorawskim apostołom, nawiązaliśmy bezpośrednie kontakty z prawdziwymi niebiosami. A zaraz potem, na tych samych zboczach Sikornika, postawiliśmy pierwszą chrześcijańską świątynię. I nazwaliśmy ją – zgodnie z naszą dumną naturą – od razu bezpośrednio imieniem samego Boga, Najświętszego Salwatora, nie próbując szukać pośrednictwa u żadnego ze świętych. Na dobrą pamięć zasłużyły Norbertanki, Panny Zwierzynieckie. Zakładały folwarki, stawy rybne, młyny, cegielnie, browary. Siostrzyczki prowadziły szpital, szkołę klasztorną, miały winnicę, ogród chmielowy, sprawowały nadzór nad karczmami. Do dziś jeszcze podziwiać można ślady ich gospodarczego rozmachu, nawet Cracovia gra teraz na ich dawnym pastwisku.

Wypasieni na takiej historii, my, mieszkańcy Zwierzyńca, mogliśmy podejmować najśmielsze wyzwania. Kiedy w roku 1910 Zwierzyniec i Półwsie przyłączono do powstającego właśnie Wielkiego Krakowa, ulicę Krowią najspokojniej przemianowaliśmy na Senatorską. A ścieżkę biegnącą wzdłuż lewego brzegu Rudawy, gdzie od zawsze pasły się kozy, nazwaliśmy dumnie ulicą Kasztelańską. Wszystko po to, aby można było ogłosić światu: „Duma zwierzyniecka / swoją sławę mo, / każdy już od dziecka / nos do góry pcho”.

Wystawę polecam. A wszystkich chętnych do wyprawy na ulicę Królowej Jadwigi 41 pokrzepić muszę jakże ważną wiadomością. Otóż duch Lenina w domu Jana Florczyka wciąż żyje. I ma się dobrze. Od lat stałym lokatorem muzeum jest przeuroczy kot, mieszaniec dachowca i maine coona (w tej kociej arystokracji puszczalskie są panienki), na którego nie bez powodu od lat wołają tu Włodek. Włodek hasa po pomieszczeniach muzealnych, a często wymyka się z budynku i w skrytości odbywa peregrynacje po rozległym ogrodzie. Należy mu się więc konspiracyjny pseudonim. I trzeba otwarcie nawiązać do tutejszych tradycji, wyzbyć się niepotrzebnych krępacji i dać mu swojską ksywkę „Iljicz”.

 

Mieczysław Czuma

 

PS: Wystawę Prawie wszystko o Zwierzyńcu obejrzeć można do 3 września 2017 w Domu Zwierzynieckim Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, ul. Królowej Jadwigi 41.

 

 

Tekst z wakacyjnego numeru „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl