Plotka o niewierności królowej gruchnęła w 1427 roku, gdy czwarta żona Jagiełły, królowa Zofia Holszańska była brzemienna z trzecim synem królewskim (Kazimierz, późniejszy Jagiellończyk). Kto mógł być jej autorem i czemu lub komu plotka ta miała służyć? Tego nigdy tak do końca nie ustalono. Jedno jest pewne: Jan Długosz pisząc swe Kroniki, fragmenty związane z życiem Jagiełły redagował 30 lat po śmierci władcy, znajdując się pod przemożnym wpływem kardynała Zbigniewa Oleśnickiego, który Jagielle był wyjątkowo nieżyczliwy. Oczywiście Kroniki sławnego królestwa polskiego Jana Długosza, obejmujące dzieje Polski od czasów legendarnych do 1480 roku (w 12 księgach), zajmują poczesne miejsce w średniowiecznej historiografii europejskiej, jednak wiele przytoczonych przez niego plotek związanych z życiem Jagiełły i jego bliskich okazało się, w świetle późniejszych badań historyków, wyssanych z palca. Tu od razu wypada powiedzieć, że plotek tych Długosz sam nie wymyślał, a jedynie przytaczał, ale za to z dającą się odczuć satysfakcją.

Na dobrą sprawę aż trzy żony Jagiełły posądzano o wiarołomstwo (Jadwigę, Annę i Zofię). „Darowano” jedynie Elżbiecie Granowskiej, ta bowiem po zaledwie trzech latach małżeństwa zmarła na suchoty. Jeśli mowa o Jadwidze Andegaweńskiej to plotki dotyczą jej przedmałżeńskich perypetii. Jak wiadomo, ta córka króla Ludwika Węgierskiego i Elżbiety Bośniaczki już w dzieciństwie (1378) została zaręczona z austriackim księciem Wilhelmem Habsburgiem. Miała wtedy cztery lata, a on dziesięć. Uroczystość odbyła się na zamku w Haimburgu nad Dunajem, a przyszły związek błogosławił arcybiskup Dymitr w obecności króla Ludwika i królowej Elżbiety.

Jak widać sprawę traktowano poważnie, aby zaś tradycji stało się zadość, „młodą parę” zaprowadzono nawet do łożnicy, choć oczywiście związek, ze względu na ich nieletniość, był non consummatum. Król Ludwik Węgierski za zgodę na mariaż córki zainkasował od Habsburgów dwieście tysięcy dukatów. Jadwiga, po krótkim pobycie na dworze w Wiedniu, wychowywała się na dworze węgierskim do czasu, aż matka, królowa Elżbieta Bośniaczka, po śmierci męża wyprawiła ją do Krakowa, gdzie Jadwiga w katedrze wawelskiej została w 1384 roku ukoronowana na królowa Polski. Miała wówczas lat jedenaście a więc roku brakował jej do uznania za „sprawną”, by oficjalnie wyjść za mąż (już w 1320 roku krakowski biskup Nanker oznaczył „wiek prawny” do zamążpójścia: 12 lat dla dziewcząt i 14 dla chłopców). Kilka miesięcy po koronacji panowie litewscy rozpoczęli starania o jej rękę dla litewskiego wielkiego księcia Jagiełły, a także pertraktacje z matką Jadwigi, królową Elżbietą. Początkowo Elżbieta Bośniaczka, która po śmieci Ludwika Węgierskiego (1382) została regentką, wyraziła zgodę na zaślubiny Jadwigi z Jagiełłą, ale niebawem, zagrożona wojną domową i utratą władzy, uległa żądaniom arcyksięcia austriackiego Leopolda III i wydała akt zobowiązujący jej córkę Jadwigę do małżeństwa z księciem Wilhelmem Habsburgiem.

Tenże, gdy tylko o tym się dowiedział, zjechał do Krakowa z licznym pocztem i sporą gotówką, chcąc przekupić polskich panów i jak najszybciej doprowadzić do konsumpcji małżeństwa. Ponoć zatrzymał się w kamienicy Morsztynów (pod Gruszką) na rogu ul. Szczepańskiej i Sławkowskiej. „Małżonkowie” nie widzieli się od czasu narzeczeńskich uroczystości, ale Jadwiga skądinąd znała opinię, jaką cieszył się młody książę: „uroczy, wspaniały, żądny sławy”. Ta piękna, wysoka (180 cm), wykształcona, władająca kilkoma językami panienka mogła woleć Habsburga od pochodzącego z prymitywnej Litwy Jagiełły, nie nazbyt dorodnego i starszego od niej o przeszło 20 lat. Fama głosi, że kilka razy spotkali się z Wilhelmem w refektarzu kościoła oo. Franciszkanów „na tańcach i krotochwilach”, dość niewinnych, ale w późniejszych czasach historycy uznali te spotkania u Franciszkanów za mało prawdopodobne. Natomiast być może kilka razy udało się im spotkać, pomimo że kasztelan krakowski Dobiesław z Kurozwęk pieczołowicie pilnował zamku i miał oko na Wilhelma. Młodzi mieli się umówić, że wnet wezmą potajemny ślub. Gdy tylko Jadwiga ukończyła lat 12, Wilhelm przekradł się na Wawel i próbował dotrzeć do jej sypialni, by postawić tam kropkę nad „i”. W przebraniu dotarł nawet na komnaty, ale w ostatniej chwili go przyłapano. Co dokładnie wówczas usłyszał – nie wiadomo, ale mocne i zdecydowane musiały to być słowa, niezwłocznie bowiem umknął z Krakowa i nigdy się już w nim nie pojawił. Podobno, uciekając w pośpiechu, skarby, które przywiózł ze sobą, ukrył u zwolennika Habsburgów Grzegorza z Dalewic, który potem przekazał je augustianom na dokończenie budowy kościoła św. Katarzyny w Krakowie.

Krewka Jadwiga, powiadomiona przez sługi, że umiłowany został wyrzucony za wawelską bramę, oburzona wybiegła za nim. Zastawszy zaryglowaną bramę, nakazała przynieść topór, którym próbowała osobiście wyrąbać sobie przejście. Dopiero na usilne prośby podskarbiego koronnego Dymitra z Goraja, który na kolanach ją błagał, by odstąpiła od tego zamiaru, jakoś się zmitygowała. Zaraz, zaraz! Czyżby tu mowa była o zacnej królowej Jadwidze, której osoba obrosła legendą i piętnaście lat później zmarła w opinii świętości? No cóż, jej „świętość” (zresztą nieco na wyrost) to lata znacznie późniejsze. W końcu była to pełna życia i świadoma swej władzy młoda osóbka, która pochodziła ze świetnej dynastii panującej w zachodniej Europie (Andegawenowie pochodzili z Francji, a rządzili w Neapolu, na Węgrzech i krótko w Polsce). Nawiasem mówiąc, dynastia ta, choć na pozór pobożna, daleka była od stosowania się do przykazania „nie zabijaj” i wzajemne mordowanie się w tej rodzinie było na porządku dziennym: pradziadek Jadwigi, neapolitański królewicz Karol Martel został otruty przez własnego brata, a jej stryja Andrzeja kazała udusić własna żona, królowa Neapolu Joanna I, która z kolei została uduszona przez księcia Durazzo (późniejszy Karol III) na rozkaz ojca Jadwigi, króla Ludwika. Ale to nie koniec tej serii, bowiem wspomnianego Karola III matka Jadwigi Elżbieta Bośniaczka kazała zamordować, gdy pełen ufności przyszedł do niej w odwiedziny, co też miało swój dalszy ciąg, bowiem Elżbietę zabili później zwolennicy Karola III w czasie wojny domowej (1387). Na szczęście dla nas ani królowa Jadwiga, ani też król Jagiełło nie wykazywali morderczych skłonności, chociaż w rodzinie Giedyminowiczów, z której pochodził Jagiełło, morderstwa w walce o władzę zdarzały się wcale nierzadko.

Wspomniana wyżej sensacyjna scena, w której to Jadwiga, wprawdzie jeszcze nieletnia, ale bądź co bądź królowa dużego państwa europejskiego, w pogoni za wybranym osobiście rąbie toporem bramę Wawelu, obiegła plotką prawie całą Europę. Z czasem o sprawie zapomniano i w zbiorowej pamięci oraz w literaturze pozostały jedynie niewątpliwe zasługi i pobożne poczynania Jadwigi. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku, kiedy to Kroniki Długosza zostały przetłumaczone na język polski (1867–70), sprawa znowu stała się popularna i malarze z ochotą podchwycili temat, tym bardziej że właśnie nastała moda na historyzm. Pierwszy zmierzył się z tematem już w 1867 roku Józef Simler Namalował obraz Przysięga królowej Jadwigi, na którym królowa oskarżona przez Grzegorza z Dalewic o niewierność potwierdza przed nim przysięgą swą niewinność. Dwa lata później Wojciech Gerson maluje obraz Dymitr z Goraja i królowa Jadwiga przedstawiający Dymitra zasłaniającego swą osobą bramę przed królową trzymającą w ręce topór. Co prawda, artysta przedstawia Dymitra z Goraja jako siwego starca, podczas gdy podskarbi miał wówczas zaledwie 45 lat, natomiast Jadwiga wygląda na dość niską dziewczynę, choć w rzeczywistości miała 180 cm wzrostu. Z kolei Jan Matejko w obrazie Królowa Jadwiga i Dymitr z Goraja maluje dwunastoletnią wówczas Jadwigę, jako wprawdzie młodą, ale już wyraźnie dojrzałą kobietę, o dość obfitych udach.

Czas jednak wrócić do chwili, kiedy to Jadwiga odstąpiła od bramy zamku. Na Wawelu „zgromadziła się natychmiast wielka liczba prałatów i panów, którzy najusilniejszymi sposobami i namowy pracowali nad Jadwigą, aby z uwagi na tak wielką korzyść wiary chrześcijańskiej, której od Polaków oczekiwano, nie wzbraniała się małżeństwa z pogańskim księciem”. Jadwiga, uprzedzona opowieściami o szpetności Jagiełły i jego grubych obyczajach, posłała swego dworzanina Zawiszę z Oleśnicy „z poleceniem, aby go poznał, przypatrzył jego twarzy i postawie, a potem jak najśpieszniej powróciwszy, dał jej rzetelny obraz jego postaci i przymiotów”. Według Długosza ocena Zawiszy była dość pozytywna: „Jagiełło wzrostu średniego, szczupłej postawy, budowę ciała miał nader składną i przystojną, bynajmniej nie szpetną, obyczaje poważne i książęcej godności odpowiednie”. Nie dodał jednak (jak podaje inne źródło), że głowę miał „jakby całą łysą” i w zasadzie „wzrostu był małego”. Niby nie było tak źle, ale dla dwunastoletniej panienki był już nieco stary, chociaż miał zaledwie trzydzieści pięć lat. Młoda królowa oczywiście nie była zachwycona, ale w końcu przestała się opierać.

Od tego momentu wydarzenia nabrały rozpędu, a Kraków stał się miejscem nieustających celebracji. Najpierw uroczysty i jakże okazały wjazd księcia Jagiełły do Krakowa w otoczeniu licznych panów polskich, a także grupy książąt ruskich i litewskich (12 II 1386). Jagiełło niezwłocznie udał się do komnat Jadwigi, która przyjęła go w otoczeniu swych dam dworu i tak się zachwycił jej urodą, że następnego dnia przesłał jej przez swych braci „kosztowne bardzo upominki w złocie, srebrze, klejnotach i szatach”. O wrażeniu, jakie wywarło na Jadwidze to pierwsze spotkanie, kroniki milczą. Trzy dni później w katedrze wawelskiej Jagiełło wraz ze swymi braćmi z rąk arcybiskupa gnieźnieńskiego Bodzanty przyjął chrzest, otrzymując chrzestne imię Władysław. 17 II 1386 roku Jadwiga oficjalnym aktem unieważniła swoje „małżeństwo” z księciem Wilhelmem Habsburgiem, któremu już wcześniej Jagiełło zobowiązał się wypłacić 200 tys. talarów. Innymi słowy mówiąc, Jagiełło „wykupił” Jadwigę z rąk Habsburgów, którym kiedyś „sprzedał” ją ojciec, Ludwik Węgierski. Następnego dnia na Wawelu odbyła się ceremonia zaślubin Władysława Jagiełły z „dostojną i nadobną dziewicą Jadwigą, królową polską, rzec trudno, urodą ciała czy przymiotami serca powabniejszą”. Wesele trwało przeszło dwa tygodnie i dopiero 4 III 1386 r. odbyła się w katedrze uroczysta koronacja Władysława Jagiełły na króla Polski.

Od tej chwili mieliśmy w Polsce dwóch królów, bowiem oboje małżonkowie sprawowali królewskie rządy, często osobno, ale w zgodzie i porozumieniu, co było praktyczne, jako że Jagiełło najczęściej przebywał na Litwie (osobisty udział w chrzcie Litwinów, wyjazdowe sądy, rozjemstwo, wojny, ulubione polowania). Pod względem politycznym było to niezwykle udane małżeństwo, czego prawdopodobnie nie można powiedzieć o ich współżyciu osobistym. Jadwiga chyba do końca nie pozbyła się swych uprzedzeń do Jagiełły ani obaw, że współżyjąc z nim, popełniania cudzołóstwo. Niektórzy twierdzą, że się nim wręcz brzydziła. A przecież był to jeden z najbardziej schludnych, jak na owe czasy, monarchów. Golił się codziennie, brzytwę, nożyczki, grzebień z kości słoniowej zawsze miał przy sobie, używał lnianych chustek do nosa. Ku zdumieniu polskiego otoczenia często zażywał kąpieli, zazwyczaj co trzeci dzień, a czasem i częściej. Był też abstynentem. Ale cóż, jak to się mówi, serce nie sługa, a raz nabytego urazu trudno się wyzbyć. Zresztą, Jagiełło nie był też dla Jadwigi zbyt atrakcyjnym partnerem w kontaktach towarzyskich choćby ze względu na znaczną różnicę w poziomie wykształcenia i zainteresowań oraz brak wykwintnych manier. Do tego dochodziły problemy komunikacyjne, jako że znał jedynie język ruski (z czasem zaczął nieźle posługiwać się polskim). Królowa miała własny dwór i własne życie, wyżywała się w działaniach reprezentacyjnych, politycznych, organizacji uroczystości, popieraniu nauki, by z czasem bardziej zająć się działalnością charytatywną oraz szukała ukojenia w coraz większej pobożności. „W czasie wielkiego postu i przez cały adwent odziana włosienicą ciało osobliwą powściągliwością trapiła”, co też zapewne nie ułatwiało i tak dość rzadkich stosunków intymnych z Jagiełłą, który zresztą na ogół bywał nieobecny. Nic więc dziwnego, że nadzieja na spłodzenie tak oczekiwanego potomka zaświtała dopiero po 12 latach ich pożycia, gdy okazało się że królowa jest wreszcie brzemienna. Na pewno nie była to „wina” Jagiełły, który ani wówczas, ani później swym żonom (a miał ich cztery) nie skąpił swej męskości, a pierwszy biograf Jagiełły Józef Szajnocha dostrzegał u niego „potęgę namiętności” oraz to, że „żądze zmysłowe, aż nadto żywe, bodły go do lat późnych” (tu wypada dodać, że Jagiełło, w odróżnieniu od większości naszych monarchów, nie miał kochanek).

Wiadomość, że królowa spodziewa się dziecka, wywołała radość na Wawelu, uszczęśliwiony Jagiełło wysyłał posłów na europejskie dwory z zaproszeniem na chrzciny, papieża prosił, aby został ojcem chrzestnym, książę Witold przysłał laną ze srebra kołyskę i obiecał rychły przyjazd. Nie zdążył! Urodziła się dziewczynka (Elżbieta Bonitacja), która po trzech dniach zmarła, a w ślad za nią po trzech tygodniach (17 lipca 1399) opuściła ten świat królowa Jadwiga, licząca zaledwie 25 lat. Jej śmierć wstrząsnęła całym krajem. Zrozpaczony Jagiełło już dwa dni później wyprawił jej wspaniały pogrzeb i pochował u stóp ołtarza św. Erazma w wawelskiej katedrze i wnet „przygotowywał się do opuszczenia królestwa, twierdząc, że nie wypada mu przebywać w cudzym królestwie, skoro zmarła jego dziedziczka królowa Jadwiga. A kiedy to powiedział również doradcom i prosił ich o pozwolenie powrotu na Litwę, doradcy odwiedli go od tak strachliwego i małodusznego planu i zatwierdzili na tronie, rozpraszając wszelkie obawy”. Pozostał więc Jagiełło w Polsce, ale już zimą, jak to zwykle czynił, wyjechał na Litwę, a potem na dalszy objazd państwa. Wawel, tak tętniący do niedawna bogatym życiem dworskim, całkowicie opustoszał, bowiem nawet w przerwach w swych podróżach król wolał zatrzymywać się w Korczynie, Wiślicy czy w Niepołomicach, gdzie z wielkim upodobaniem oddawał się wyprawom na łowy.

Niespełna dwa lata po śmierci Jadwigi polscy wielmoże uznali, że czas znaleźć królowi żonę. Wybór padł na dwudziestodwuletnią wnuczkę (po córce) Kazimierza Wielkiego, hrabiankę Annę Cylejską. Podobno była to sugestia samej królowej Jadwigi. Jagiełło nie protestował, choćby tylko ze względów politycznych, jako że małżeństwo z wnuczką Kazimierza Wielkiego niewątpliwie poprawiało jego sytuację na polskim tronie. Wysłano więc do Celje, położonego w centrum dzisiejszej Słowenii, uroczyste poselstwo, któremu przewodniczył kasztelan śremski Jan z Obichowa, z prośbą o rękę hrabianki. Stryj Elżbiety hrabia Herman (jej ojciec już nie żył) „z wielkiej radości łzami zalany, bratankę swą bez żadnego namysłu posłom królewskim oddał, mieniąc i siebie, i dom swój nader szczęśliwym, że go tak wysokie spotkało powinowactwo”. Pozostało pokonać jeszcze jedną przeszkodę, a mianowicie uzyskać w kurii papieskiej dyspensę, jako że Anna w trzecim stopniu była spokrewniona z królową Jadwigą (w minionych wiekach było to przeszkodą do zawarcia ważnego związku), papież jej udzielił i w lipcu 1401 roku, w otoczeniu polskich panów Anna przybyła do Krakowa, a król wyszedł na jej spotkanie przed bramy miasta. Towarzyszyły mu rozradowane tłumy krakowian, chętnych powitać wnuczkę Kazimierza Wielkiego. I tu konsternacja! Jagielle panna tak dalece się nie spodobała, że zaczął czynić wyrzuty swoim posłom, iż wybrali mu tak mało urodziwą kandydatkę, podobno chciał nawet zerwać umowę. W rezultacie postanowił chwilowo odłożyć moment zawarcia małżeństwa pod pozorem, że Anna musi się najpierw nauczyć języka polskiego. W końcu jednak 29 stycznia 1402 roku król Jagiełło zawarł w katedrze wawelskiej związek małżeński z hrabianką cylejską Anną, a jej koronacja nastąpiła rok później. Obie uroczystości obchodzono bardzo hucznie i zaproszeni książęta oraz posłowie z licznych dworów bawili się na ucztach prawie po dwa tygodnie, a potem jeszcze „przez kilka dni odbywały się gonitwy rycerskie i igrzyska szermierzy”.

Jan Długosz w swych Kronikach pisał później o królowej Annie, że była „nieładna, cicha i bierna”, a samo małżeństwo niezbyt udane. Może rzeczywiście nie była zbyt piękna, szczególnie w porównaniu z poprzedniczką, urodziwą Jadwigą, ale przecież Jagiełło chętnie zabierał ją ze sobą w podróże po całym kraju. Dwukrotnie była z nim na Litwie (Jadwiga ani razu) oraz na Węgrzech. W sumie było to dobre małżeństwo, chociaż Annie nie udało się spełnić zasadniczego obowiązku każdej królowej, czyli urodzić syna, następcę tronu. Dopiero po sześciu latach pożycia (kwiecień 1408) urodziła córkę, której dano na imię Jadwiga. Jagiełło od razu podjął zabiegi, by małą królewnę oficjalnie uznano za jego następczynię, a polscy panowie zaczęli się rozglądać za jej przyszłym małżonkiem. Jeszcze osiem lat byli małżeństwem, zanim królowa Anna zmarła na Wawelu (1416) i została pochowana w ambicie katedry w płytkiej komorze oznaczonej jedynie płytą z napisem, lecz bez żadnego nagrobka.

(...)

 

Zbigniew Leśnicki

Na zdjęciach: 1) pomnik Jadwigi i Jagiełły / fot. Jan Zych, 2) Piotr Stachowicz, Królowa Jadwiga,
3) nagrobek Jagiełły, pocztówka z początków XX w.

 

Całość tekstu w marcowym numerze „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl