24 października 2016 rok. Bytom. Matka przywozi do szpitala trzyletniego syna, który skarży się na bóle brzucha, wymiotuje. Chłopiec został ciężko pobity przez jej konkubenta. Lekarze musieli usunąć dziecku fragment jelita.

28 października. Czteromiesięczna dziewczynka trafia do szpitala w Bydgoszczy z poważnymi obrażeniami głowy. Początkowo ojciec utrzymuje, że dziecko zostało uderzone przez dwuletnią siostrę. Matka dziewczynki po kilku dniach przyznała, że mąż od 4 lat znęcał się nad nią i dziećmi.

6 grudnia. W Łodzi matka przynosi do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego czteroletnią córkę. Oliwka nie żyje już od kilku godzin. Została śmiertelnie pobita przez konkubenta matki. Oprawca zeznał później, że zabił, bo mała płakała. Matka przeprowadziła się z Oliwką do Łodzi kilka miesięcy wcześniej. Drugą, dwuletnią córkę, zostawiła na Śląsku z mężem alkoholikiem, skazanym za znęcanie się nad rodziną.

7 grudnia. Znów Łódź. Podczas kontrolnej wizyty w POZ lekarz zauważa niepokojące sińce u trzymiesięcznej dziewczynki. Dalsze badania w szpitalu wykażą pęknięcie kości czołowej i liczne zasinienia na całym ciele. Ojciec przyznał się do znęcania się nad maleńką córką. Również matka w prokuraturze usłyszała zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem.

***

Średnio co kilka tygodni media w Polsce donoszą o kolejnym przypadku maltretowania dzieci. Ze zgrozą poznajemy drastyczne okoliczności i szczegóły tych wydarzeń: bicie, duszenie, przypalanie i psychiczne maltretowanie – skrzętnie skrywane w czterech ścianach domu. A przecież do mediów docierają tylko pojedyncze przypadki. Według statystyk policyjnych w 2015 roku ponad 17 tys. dzieci było ofiarami przemocy.

Jednak wiele z tych dramatycznych spraw nie trafia do żadnych statystyk. Większość ofiar przemocy w rodzinie przez lata w milczeniu znosi codzienną gehennę. Z obserwacji psychologów zajmujących się tym problemem wynika, że sprawca zwykle izoluje rodzinę od przyjaciół i krewnych, co sprawia, że prześladowane ofiary wierzą, iż domowy tyran ma nad nimi całkowitą władzę i nic nie może tego zmienić. Bez interwencji osoby z zewnątrz, zastraszeni, nie mają szans wydostać się z kręgu bezradności i cierpienia. A skutki przemocy to nie tylko sińce i blizny na skórze, ale także trwałe ślady w psychice dziecka. „Często obserwujemy u takich dzieci zaniżoną samoocenę, trudności z nawiązywaniem kontaktów z otoczeniem, depresję, apatię lub, wręcz przeciwnie, egocentryzm i nadmierne zabieganie o uwagę dorosłych – tłumaczy Iwona Anna Wiśniewska, psychoterapeutka, dyrektor Ośrodka dla Osób Dotkniętych Przemocą. – Skrzywdzone dzieci niekiedy cierpią na zaburzenia pamięci, kłopoty z utrzymaniem moczu i kału. Skutki aktu agresji widoczne są także u nich później, w życiu dorosłym: silna potrzeba kontrolowania otoczenia, co często skutkuje stosowaniem przemocy wobec własnych dzieci, brak empatii, skłonność do uzależnień”.

 

Zatrzymać przemoc

Obecnie najskuteczniejszym sposobem pomocy rodzinom dotkniętym przemocą jest objęcie rodziny tzw. Niebieską Kartą. Dla rodziny oznacza to profesjonalną pomoc zespołów złożonych z psychologa, policjanta, lekarza lub specjalisty od uzależnień – jeśli dodatkowo w rodzinie pojawia się taki problem. Procedurę tę wszczyna policja, pracownik socjalny, pracownik oświaty lub ochrony zdrowia. Co istotne, nie jest to jednoznaczne z zawiadomieniem o przestępstwie. Tymczasem niewielu pedagogów czy lekarzy ma świadomość, że wystawienie Niebieskiej Karty od 2010 roku – po nowelizacji prawa – jest ich obowiązkiem. W Krakowie w 2016 roku policja wystawiła ponad 600 Niebieskich Kart, pracownicy MOPS – 200, a pracownicy ochrony zdrowia i oświaty niespełna 40.

Małgorzata Łyżwińska-Kustra z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie zauważa, że często już samo założenie Niebieskiej Karty i objęcie rodziny kontrolą przerywa destrukcyjny łańcuch agresji. W przypadku rażącego i ewidentnego krzywdzenia dziecko natychmiast zostaje umieszczone w pogotowiu opiekuńczym. Kiedy jednak sytuacja nie jest tak jednoznaczna, pracownicy opieki społecznej lub kuratorzy próbują pomóc rodzinie w naprawieniu wzajemnych relacji. Ofiary otrzymują wsparcie psychologiczne i bezcenną świadomość, że nie są już osamotnione w swym dramacie. Dzieci, które są świadkami przemocy lub jej doznają, również zostają objęte opieką psychologiczną, mogą korzystać ze świetlicy środowiskowej czy ogniska wychowawczego. Sprawca zaś czuje się obserwowany i traci pewność siebie, co często wpływa na jego zachowanie i poprawia sytuację w rodzinie. Najczęściej sprawcą przemocy jest ojciec lub konkubent, a ofiarami matka i dzieci. Ale nie zawsze tak jest. Przemoc ma różne oblicza. W Krakowie w 2016 roku wystawiono 76 Niebieskich Kart, gdzie ofiarą przemocy jest przede wszystkim dziecko.

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z 2005 roku nałożyła na gminy obowiązek stworzenia skutecznego programu pomocy rodzinom dotkniętym tym problemem. Nie wszystkie gminy radzą sobie z realizacją tego obowiązku. „Najtrudniejsza sytuacja jest w małych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają – tłumaczy Dariusz Nowak, rzecznik prasowy krakowskiej delegatury Najwyższej Izby Kontroli. – Ofiary boją się zgłaszać przemoc, ponieważ nie chcą, by ich rodziny uchodziły za zdemoralizowane czy przestępcze, co powoduje stygmatyzację w środowisku. Wzajemne układy i zależności sprawiają, że zastraszone kobiety nie wierzą w skuteczność działań policji, sądu czy kuratora i często decydują się na umorzenie sprawy”.

W czerwcu 2016 roku ukazał się raport NIK na temat przeciwdziałania przemocy w rodzinie, który wyraźnie wykazał, że obecnie funkcjonujące rozwiązania są nieskuteczne. Według raportu najsłabszą stroną systemu jest brak sposobów skutecznego oddziaływania na sprawców przemocy. Nie są oni bowiem zobligowani do uczestniczenia w spotkaniach grup AA czy sesji z terapeutą. Skutkiem tego tylko co piąty sprawca przemocy objęty procedurą Niebieskiej Karty bierze udział w spotkaniach terapeutycznych. Ponadto w małych miasteczkach i wsiach pomoc specjalistyczna dla ofiar nie jest dostępna w pełnym zakresie. W 2014 r. w ponad 40 proc. powiatów w Polsce nie wprowadzono żadnych programów dla rodzin dotkniętych przemocą. W roku 2015 ta liczba zmniejszyła się do 28 proc. powiatów, ale to oznacza, że nadal jest wiele miejscowości, gdzie maltretowane rodziny nie mają właściwie żadnego wsparcia. Raport NIK zwraca również uwagę na przewlekłość procesów sądowych i pobłażliwość sędziów wobec sprawców przemocy domowej. Aż 73 proc. wyroków w tych sprawach to wyroki w zawieszeniu.

Tymczasem najskuteczniejszym sposobem przerwania tragedii dręczonej rodziny jest odizolowanie sprawcy przemocy od jego ofiar. Jak przekonuje sędzia Przemysław Wypych, mamy do tego odpowiednie instrumenty prawne. Znowelizowana w 2010 roku Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie daje ofierze możliwość złożenia do sądu wniosku o zobowiązanie sprawcy przemocy do opuszczenia mieszkania. Sąd rozpatruje ten wniosek w ciągu miesiąca, a w przypadku pozytywnego orzeczenia, sprawca zostaje przez komornika usunięty ze wspólnego mieszkania do wskazanego przez gminę pomieszczenia tymczasowego, noclegowni, schroniska lub innej placówki zapewniającej nocleg. Sprawca nie traci prawa do mieszkania, ale musi się z niego wyprowadzić. Jednak niewiele ofiar w ogóle wie o takiej możliwości. W 2010 roku, kiedy przepis ten wszedł w życie, do sądów w całej Polsce wpłynęły tylko 353 wnioski o usunięcie sprawcy przemocy z mieszkania. W 2013 roku było ich 1114. Tylko połowa z nich zakończyła się pozytywnym dla ofiar orzeczeniem. To bardzo mało, biorąc pod uwagę fakt, że w 2013 roku w skali kraju zanotowano prawie 60 tys. kobiet i 19 tys. dzieci, które doznały przemocy. Najczęściej to właśnie kobieta wraz z dzieckiem ucieka przed agresją ze wspólnego mieszkania i szuka schronienia w domach samotnych matek.

 

Nie boją się sądów

Opieszałość postępowań sądowych i zbyt łagodne wyroki powodują frustrację u pracowników socjalnych, którzy z wielkim wysiłkiem próbują odbudować poczucie bezpieczeństwa ofiar przemocy. Czasem tylko dzięki ich wytężonej pracy dręczona kobieta decyduje się złożyć zeznania i walczyć o własną niezależność i bezpieczeństwo swoich dzieci. Trudno sobie wyobrazić, co przeżywa matka i jej dzieci, gdy po wielomiesięcznej batalii sądowej oprawca wraca do ich wspólnego domu z wyrokiem w zawieszeniu, z poczuciem bezkarności. Z drugiej jednak strony stosowanie przemocy nie zawsze można łatwo udowodnić w procesie sądowym. W ewidentnych przypadkach, kiedy dochodzi do poważnego pobicia, sprawca przemocy natychmiast trafia do aresztu, a dzieci do pogotowia opiekuńczego. Jednak zdecydowanie częściej sprawcy potrafią ukrywać ślady swojego destrukcyjnego działania. „Zmieniają się metody dręczenia – zauważa Dariusz Nowak. – Oprawcy mają możliwość nagrywania ofiar, prześladowania ich za pośrednictwem komputera czy telefonu komórkowego. Te środki są coraz bardziej wyrafinowane”. Jeszcze trudniejsza do wykrycia jest przemoc seksualna lub psychiczna. Przesłuchania i przygotowanie materiału dowodowego w takich sprawach może być długotrwałym i trudnym zadaniem. „Dla dziecka udział w przesłuchaniach i rozprawie jest czasem dużo bardziej traumatycznym przeżyciem niż samo doświadczenie przemocy” – zwraca uwagę Iwona Wiśniewska. Dlatego tak ważne jest odpowiednie przygotowanie prokuratorów, sędziów, pracowników socjalnych i pedagogów, którzy mogą pomóc przejść dziecku przez to trudne doświadczenie.

Krakowska Fundacja Ad Vocem, która od lat pomaga ofiarom przemocy, regularnie organizuje szkolenia dla osób zawodowo pracujących z dziećmi, podczas których uczy ich, jak rozpoznać dzieci krzywdzone i jak skutecznie im pomagać. W ramach projektów edukacyjnych, fundacja przeszkoliła już prawie 500 osób. W grudniu zakończył się kolejny cykl szkoleń, finansowany z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich (FIO 2016), w którym udział wzięło 85 osób: pedagogów i psychologów szkolnych, nauczycieli, pracowników socjalnych, kuratorów sądowych i studentów pracy socjalnej. Partnerem projektu była Gmina Kraków. „Współpracują z nami wybitni specjaliści: lekarze, psychoterapeuci i prawnicy, dzięki czemu możemy w praktyczny sposób pokazać, co może być niepokojące w zachowaniu dziecka i jak stworzyć odpowiednie warunki do rozmowy z nim o tych trudnych doświadczeniach – wyjaśnia Anna Grajcarek, prezes fundacji ad vocem i koordynatorka projektu. – To bardzo ważne, bo czujność i odpowiednia reakcja pracownika socjalnego, nauczyciela czy lekarza może czasem uratować życie dziecka”.

Trzymiesięczną dziewczynkę z Łodzi uratowała prawdopodobnie pielęgniarka środowiskowa, która podczas wizyty domowej nabrała podejrzeń, że w tej rodzinie dochodzi do przemocy. Wezwała matkę z dzieckiem na kontrolne badanie do POZ, wówczas lekarz zauważył sińce na jego ciele, zawiadomił policję i pogotowie. „Wielu tragedii można było uniknąć, gdyby osoby postronne byłyby tak czujne na krzywdę innych” – powie później w mediach rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania. Policjanci ustalili, że sąsiedzi słyszeli odgłosy awantur w tej rodzinie i płacz dziecka. Dlaczego nie reagowali? „Przyczyny są bardzo różne. Ludzie nie reagują, bo boją się o własne bezpieczeństwo; czasem uważają, że źle oceniają sytuację, że może to jeszcze nie przemoc – wyjaśnia prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – A czasem myślą sobie: skoro ja słyszę, to inni też słyszą i może ktoś inny zareaguje. I w efekcie nikt nie reaguje, choć cała kamienica wie, że od lat ojciec znęca się nad rodziną. Taki sposób myślenia i usprawiedliwiania się często powoduje brak reakcji na ludzką tragedię, na cierpienie dziecka. Zarażamy się od siebie obojętnością”.

Kampanie informacyjno-edukacyjne to próby uwrażliwiania społeczeństwa na dramat krzywdzonych dzieci. 19 grudnia w Urzędzie Miasta Krakowa odbyła się debata publiczna pod hasłem: „Jedenaste – nie bądź obojętny”. Uczestnicy wskazywali na słabe strony istniejących rozwiązań prawnych i zastanawiali się jak skuteczniej pomagać ofiarom przemocy. „Wnioski i rekomendacje wyślemy do urzędów centralnych i organów ustawodawczych – deklaruje Anna Grajcarek, organizatorka debaty. – Rozwiązania systemowe są ważne, ale tak samo ważna jest edukacja społeczeństwa. Wierzę, że nasze działania mają sens i jeśli będziemy stale mówić o tym problemie, ludzie coraz częściej będą mieć odwagę reagować na przemoc”.

Magdalena Oberc

 

 

Tekst z marcowego numeru „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl