Email

Zainteresowanie i pasję do fotografii wzbudził w nim dziadek, Juliusz Ippoldt, germanista. – Fotografowali też ojciec i wujek – mówi Lesław Pizło, wspominając swój dom rodzinny, gdzie fotografia obecna była od zawsze… Mając dziesięć lat, przedwojennym voigtländerem, dwuobiektywową lustrzanką, fotografował najbliższe otoczenie: rodzinę, dom, ulice Krakowa, szkolny teatr (w „piątce”) i kolegów. Choć nie pamięta swego pierwszego zdjęcia, z domu rodzinnego wyniósł poczucie, że zdjęcia są ważne, bo mają niezwykłą siłę przekazu. – Dokumentują i dają świadectwo historii – twierdzi fotograf.

Fotografia była dla Leszka Pizły zawsze pasją, niezależnie, czy zajmował się pracą rzemieślniczą, dokumentacyjną czy kreacyjną. Oprócz rzetelnie wykonywanych w ramach „usług dla ludności” zdjęć w różnych technikach, robił zawsze fotografie na swoje wewnętrzne zamówienie. Takim zamówieniem stała się dokumentacja sklepiku Edwarda Mola mieszczącego się przed laty przy ul. Dolnych Młynów 5.

 

Sklepik Mola

To było wspomnienie z dzieciństwa – niepowtarzalny zapach sklepiku, do którego biegał po lizaki w kształcie kogucika albo serca. – Dla mnie to był przysmak niesłychany – przyznaje Lesław Pizło.

– Świerkowe szczapki drewna na podpałkę do pieca, świeżutki chlebuś, słodkie karmelki i woń kiszonych ogórków czy kapusty… Zapach nie do opisania ani nie do odtworzenia – przywołuje wspomnienia Lesław Pizło, który mając niespełna trzydzieści lat, postanowił uwiecznić sklepik Edwarda Mola „Cukry, owoce, nabiał”.

– Była okazja, bo w 1976 roku minęło 50 lat od założenia firmy w 1926 roku, a jej właściciel, pan ponadosiemdziesięcioletni, nadal pracował. Miał stałych klientów i potrafił obsługiwać trzech na raz. Jednemu wydawał resztę, a liczył w głowie, drugiemu coś pakował, a trzeciego pytał – czym mogę służyć? To była przedwojenna szkoła kupiecka, wedle reguł której pan Edward Mol postępował przez całe swoje życie.

– Aby sfotografować sklepik, musiałem właściciela namawiać, a pomogło mi chyba to, że zapamiętał mnie z dawnych lat, kiedy przybiegałem tam w krótkich spodenkach – opowiada Pizło, który podkreśla, że inni fotografowie też wpadli na ten pomysł, ale nie uzyskali zgody. – Urok tego miejsca polegał na tym, że niewiele się w nim zmieniło mimo upływu czasu: wystrój wnętrza był ten sam – stare drewniane lady, na ścianach poprzykręcane jeszcze przed wojną emaliowane plakiety reklam niektórych firm, jak „Maggi” czy proszku „Orion”, stara waga uchylna. Wzruszające były dla mnie słoiki i puszki na cukierki i lizaki, dozowniki za pomocą których pan Mol nasypywał dzieciom słodkości do papierowego rożka – wspomina z sentymentem. – Warta opowieści jest puszka z napisem „Bazyli Perłow & synowie”, w której właściciel sklepu przechowywał kaszę jęczmienną. Okazało się, że nazwa kaszy „perłówka” pochodzi nie od kształtu kaszy, ale od nazwiska jej producenta i dystrybutora – wyjaśnia fotografista, który podczas robienia zdjęć słuchał opowieści Edwarda Mola o tym, jak został w młodości wysłany do terminu, by zdobyć zawód kupca, i jak wyglądały przed wojną kampanie reklamowe…

Lesław Pizło spędzał w sklepiku Mola wolne popołudnia, po swojej zasadniczej pracy w zakładzie fotograficznym, dlatego światło na zdjęciach jest łagodne, a wyraz fotografii uzależniony jest od ówcześnie dostępnych materiałów fotograficznych. – Nie tylko fotografowałem zabytkowe słoiki, ale także karteczki na produktach, które pan Mol specyficznie nazywał. Tam się nie kupowało zwykłego sera, tylko „ser z probostwa”, były „świeżutkie jaja od wójta”, „powidło babuni…” – dodaje fotograf. – Te karteczki wypisywał starannie właściciel sklepiku kopiowym ołówkiem i mocował na patyczkach, które wbijał w produkty.

Jeśli chodzi o jubileusz sklepiku, właściciel wcale go nie fetował, tylko normalnie, jak w każdy inny dzień, pracował. Dostał tylko od fotografa zdjęcie z napisem honorującym pięćdziesięciolecie trwania firmy, które zawiesił we wnętrzu. – Zdawałem sobie sprawę, że podobne sklepiki i rzemieślnicze zakłady, jak firma Jacek z ulicy Długiej, sklep Migdała z farbami na placu Szczepańskim, sklepiki przy ulicy św. Jana czy przy Batorego, które przetrwały bierutowską „bitwę o handel”, są ewenementami na mapie naszego miasta i warto ich istnienie udokumentować. Niestety, właściciele podchodzili do tego nieufnie i nie wpuszczali obcej osoby do swego zakładu, bojąc się szykan ze strony ówczesnej komunistycznej władzy – wyjaśnia Pizło.

Edward Mol zmarł w latach 90., mając ponad 90 lat, sklepik zniknął z mapy miasta, jego zabytkowe wyposażenie i akcesoria także zostały rozproszone, a szkoda. Jedynym dokumentem, że istniał, są właśnie zdjęcia Lesława Pizło, które zostały pokazane na wystawie w Sukiennicach zorganizowanej przez Muzeum Historii Fotografii w Krakowie w ramach „Dekady Fotografii”.

Obecnie w pomieszczeniu, gdzie był sklepik Mola, znajduje się „Salonik prasowy”.

 

Mieszkanie profesora Grzybowskiego

Gdyby nie fotografowanie, Lesław Pizło prawdopodobnie nigdy by nie poznał i nie zaprzyjaźnił się z profesorem Stefanem Grzybowskim, wybitnym specjalistą prawa cywilnego i rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Akademia Rolnicza, z którą współpracowałem, potrzebowała do swojego wydawnictwa konterfekt profesora. Umówiłem się i poszedłem do jego mieszkania na rogu ulic Kochanowskiego i Michałowskiego. Na wstępnej rozmowie okazało się, że profesor znał mojego dziadka Juliusza Ippoldta, autora słownika niemiecko-polskiego i polsko-niemieckiego, a że profesor był człowiekiem towarzyskim, od tego czasu często zapraszał mnie do siebie na herbatkę.

Po pewnym czasie znajomości poprosiłem profesora, aby mi pozwolił obfotografować jego mieszkanie, nie tylko ze względu na piękne przedmioty, ale na niezwykły klimat, który wraz z małżonką tworzyli w tym wnętrzu. Nie chciałem ingerować, ale rejestrować to, co widziałem. „Po co to fotografować?” – nie mógł się nadziwić profesor. Wreszcie się zgodził…

Mam kilka ulubionych zdjęć żony profesora, ale do najlepszych zaliczam fotografię, na której pani profesorowa rozmawia z drugą panią przy bocznym stoliku, nad głowami pań widać obraz półleżącej muzy – to ta sama osoba, tylko kilkadziesiąt lat wcześniej…

Profesor lubił zegary, miał ich w jednym pokoju aż kilkanaście. Kiedyś pokazywał mi, jak dzwonią i biją, i podczas nakręcania zrobiłem mu zdjęcie. Jednak kiedy fotografowałem profesora przy biurku, przy pracy z nieodłączną fajką, chciałem przestawić lampę stojącą obok. Była z abażurem z ceraty i „wyła”… nie pasowała do tego eleganckiego, pełnego książek miejsca. Profesor zaprotestował. „Ma pan rację! Lampa jest brzydka, ale daje dobre światło” – powiedział i musiałem ją pozostawić na miejscu – opowiada fotograf.

 

Cały ten jazz...

Jazz to życiowy temat Pizły, fotografuje dla własnej przyjemności, a nie na zlecenie. – Kiedy muzycy grają porywająco, zdjęcia też wychodzą dobrze – twierdzi fotograf, który wsiąknął w środowisko jazzmanów do tego stopnia, że artyści nie zwracają na niego uwagi. – Bardziej chcę przekazać klimat koncertu niż go dokumentować – wyznaje fotograf.

Lesław Pizło znany jest z zamiłowania do historii – nic dziwnego, że Piotr Ferster, dawny dyrektor Piwnicy pod Baranami – właśnie jemu przekazał historyczne zdjęcie z 1955 roku. „U nas w domu, kiedy jazz był zakazany – ktoś zrobił zdjęcie na prywatnym jam session, zreprodukuj sobie, może kiedyś to się przyda, jest tu znany saksofonista Jerzy »Duduś« Matuszkiewicz!” Pizło wziął zdjęcie i skopiował. „Duduś” Matuszkiewicz przyjechał kiedyś na Letni Festiwal Jazzowy do Piwnicy. Wiedząc o tym, Lesław Pizło zrobił dużą odbitkę fotografii sprzed lat, a muzyk postawił na niej swój autograf. Znów ten zapach historii…

Ewa Kozakiewicz

 

Tekst jest fragmentem trzeciego tomu Opowieści fotografistów autorstwa naszej redakcyjnej koleżanki. Opowieści są czymś w rodzaju zbiorowego, familijnego zdjęcia subiektywnie dobranej grupy twórców różnego rodzaju fotografii. W trzech tomach książki odnaleźć można część współczesnej historii fotografii, pokazaną poprzez prace i biografie 48 twórców.

 

 

Fot. 1. Sklepik Edwarda Mola „Cukry, owoce, nabiały”, 1975

Fot. 2. Edward Mol w swoim sklepiku, 1975

Fot. 3. Prof. Stefan Grzybowski przy pracy, 1976

Fot. 4. Lesław Pizło / fot. Barbara Kańska-Bielak

 

 

 

Tekst z lutowego numeru „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl