Email

„Dobrze, dobrze być cysorzem”– nie bez racji śpiewał Tadeusz Chyła, dodając, że „cysorz to mo klawe życie”. Gdyby jednak przyjrzał się losom cesarskich następców tronu, zwłaszcza w monarchii austro-węgierskiej, musiałby wyśpiewać zupełnie odmienną opinię. Wygląda bowiem na to, że najbardziej pechową godnością na świecie było stać się następcą tronu przy Franciszku Józefie.

Franciszek Józef I wstąpił na tron w wieku 18 lat i odznaczał się tak dobrym zdrowiem, że panował przez kolejnych 68 lat. „Tron objął jako władca absolutny, rządził jako władca konstytucyjny. Kierował państwem, które składało się z krain zamieszkanych przez różne ludy, o rozmaitej gospodarce, historii, tradycji, religii, kulturze. Rządził tą mozaiką, starając się zapewnić poddanym dobrobyt. Szanował prawa obywateli, kulturę prawną. Służył wzorcowi, który miał wówczas, oraz ma i dzisiaj, swą wartość” – pisał o monarsze historyk Stanisław Grodziski. „Administracja była dość sprawna i przeważnie bezstronna. Sądy spełniały swoje czynności prawie bez zarzutu. Prawa obywatelskie były szanowane, samorządy uznawane. Mimo że wielu urzędników pozwalało sobie na publiczną krytykę rządu – nikt ich nie pociągał za to do odpowiedzialności, nie szykanował, nie niszczył, a nawet nie przenosił” – pisał Wincenty Witos, który polityczną karierę zaczynał w austro-węgierskim parlamencie.

Franciszek Józef „z Bożej Łaski cesarz Austrii, apostolski król Węgier, król Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii, król Jerozolimy etc., etc., arcyksiążę Austrii, wielki książę Toskanii i Krakowa, książę Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny, wielki książę Siedmiogrodu, margrabia Moraw, książę Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy, Guastalli, Oświęcimia i Zatora, Cieszyna, Frulii, Raguzy i Zadaru, uksiążęcony hrabia Habsburga i Tyrolu, Koburga, Gorycji i Gradiszki, książę Trydentu i Brixen, margrabia Łużyc Dolnych i Górnych oraz Istrii, hrabia Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenbergu, pan Triestu, Cattaro i Marchii Słoweńskiej, wielki wojewoda województwa Serbii, etc., etc” pod koniec życia władał terytorium liczącym 677 tys. km kw. i prawie 53 mln poddanych licznych narodowości i wyznań. Posiadał też spory majątek osobisty. Sama stołeczna rezydencja – pałac Schönbrunn – liczyła 1441 pokoi i salonów oraz 139 kuchni. Członkowie rodu posiadali także nieruchomości w różnych częściach Europy, zwłaszcza tam, gdzie stanowili niegdyś rodzinę panującą.

No i w trakcie długiego życia posiadał wielu następców tronu.

Pierwszym był młodszy o 2 lata cesarski brat Ferdynand Maksymilian. Był oficerem cesarskiej marynarki i miał ambicje, które podkreśla wygląd i koszt jego wymarzonej nadmorskiej rezydencji Miramar niedaleko Triestu. Budowę zaczęto w 1854 r., pałac z jasnego kamienia we włoskim stylu wznosił się nad brzegiem morza, a pobliski ogród urządzono z roślin egzotycznych. Aby je zasadzić, trzeba było wcześniej zwieźć tony ziemi, w tym specjalnie z rodzimej Austrii, by przykryć skały i móc zasadzić rośliny. Ziemi trzeba było dużo, bo przypałacowy ogród liczył 22 hektary. Gabinet dla arcyksięcia był stylizowany na kabinę statku żaglowego „Novara”, który opłynął świat w ramach austriackiej ekspedycji naukowej.

W 1857 r. brat przydzielił mu najważniejszy urząd w cesarstwie – mianował Maksymiliana generalnym gubernatorem Królestwa Lombardzko-Weneckiego. Aby zrobić mu miejsce, wysłał na emeryturę swojego dotychczasowego przedstawiciela – sędziwego feldmarszałka Josepha Radetzky’ego. Parę miesięcy później Maksymilian poślubił belgijską księżniczkę Marię Charlottę (Karolinę) Koburg, jednak para arcyksiążęca nie cieszyła się długo swoją rezydencją w Mediolanie. Włoskie prowincje i włoscy poddani zaczęli się buntować i żądać prawa do samostanowienia. Lubiący poezję i mający romantyczną naturę arcyksiążę nie potrafił okiełznać włoskich żądań wolnościowych (pewnie nikt by nie potrafił tego na dłużej). Został więc zastąpiony przez wojskowego, ale w 1859 r. i ten musiał opuścić północną Italię, bo Austria przegrała wojnę z Piemontem i Francją, a Franciszek Józef I osobiście przegrał bitwę pod Solferino.

Cesarstwo się nieco skurczyło, a cesarski brat pozostał bez przydziału, za to z rozbudzoną ambicją do rządzenia. Nie zaspokoiła jej funkcja naczelnego dowódcy floty austriackiej, którym został mianowany. Nic dziwnego, że arcyksiążę i jego ambitna małżonka zainteresowali się szansą władania w mocno egzotycznym kraju. W 1861 r. sekretarz ambasady meksykańskiej w Londynie starał się zachęcić mocarstwa europejskie do interwencji i przywrócenia dawnych porządków w swojej ojczyźnie. Posiadacze ziemscy i wyższy kler obawiali się zapędów reformatorskich liberalnego i antyklerykalnego prezydenta Benito Juáreza. W Meksyku pojawiło się rewolucyjne wrzenie wśród chłopów. Pretekst do interwencji pojawił się, gdy meksykański rząd zawiesił spłaty zagranicznego zadłużenia. Sprzyjały też okoliczności, bo wyznające „doktrynę Monroego” (niezależność obu Ameryk od wpływów państwa europejskich) Stany Zjednoczone, były zajęte niszczycielską i bratobójczą wojną secesyjną. Bardziej zajmowały się tym, by Francja i Wielka Brytania nie uznały Skonfederowanych Stanów Południa niż tym, kto przejmie władzę w niepodległym przecież Meksyku.

Pomysł wyjazdu na drugi koniec świata został przedstawiony Maksymilianowi w 1862 r., a wizja tronu Azteków wydała się bardzo pożądana szalenie ambitnej żonie, która wymogła na mężu, by się zaangażował. Początkowo projekt „Habsburg na tronie Meksyku” mógł liczyć na szerokie poparcie. Wielka Brytania, Portugalia i Hiszpania chciały zadbać o resztki swoich kolonii w Ameryce lub o wpływy w dawnych, Francja liczyła na nowe wpływy, a finansjera – na odzyskanie pieniędzy. Bankierzy zdecydowali się dać wsparcie finansowe i uruchomili kredyty, Francja wysłała interwencyjne oddziały wojskowe, które opanowały na jakiś czas sytuację i zapanowały nad sporym obszarem kraju, a Kościół pobłogosławił wyprawę w obronie meksykańskiego kleru. Konserwatyści meksykańscy zwołali samozwańcze, ale ładnie nazywające się Zgromadzenie Narodowe i wybrali Maksymiliana na kandydata na cesarza. Do zachęcania wszyscy byli chętni, ale głową miał ryzykować austriacki następca tronu, stąd mimo nalegań żony miał wciąż rozterki. Ostatecznie uległ, gdy sam cesarz Napoleon III zaapelował do jego honoru. Co prawda zdołał sobie zastrzec też opcję wycofania się, jeśli wyprawa się nie powiedzie, ale brat wymógł na nim zrzeczenie się pretensji do tronu Austro-Węgier. Pozwolił mu natomiast sformować oddziały ochotnicze złożone m.in. z poddanych rosyjskich – Polaków internowanych w Austrii w wyniku klęski powstania styczniowego. Na wiosnę 1864 r. Maksymilian dotarł do Veracruz, a wkrótce potem został koronowany na cesarza Maksymiliana I, a jego żona na meksykańską cesarzową.

Na miejscu szybko okazało się jednak, że Meksyk okazał się inny niż obiecywano i przedstawiano. Para cesarska zamieszkała w wyremontowanym pałacu Chapultepec i snuła wizje budowy imperium aż po Peru, jednak władca szybko zorientował się po wizytacji tej części, nad którą panował militarnie, że „sędziowie są przekupni, oficerowie nie mają poczucia honoru, a duchowieństwu brak miłości chrześcijańskiej i moralności”. Nie wszystkie kraje uznały nowe cesarstwo i nowego władcę. Problemem było także to, że entuzjazm Meksykanów szybko gasł, a brat cesarza z Europy nie odebrał popularności wybranemu na prezydenta adwokatowi indiańskiego pochodzenia Benito Juárezowi.

Rozczarowani byli nie tylko cesarz i cesarzowa, którzy zamiast egzotyki znaleźli brud i biedę, zacofanie i korupcję oraz bunty chłopów i zaciekle walczących partyzantów. Z awantury szybko wycofali się Brytyjczycy, Hiszpanie i Portugalczycy. Rozczarowali się biedni Meksykanie, bo pozostali nadal biednymi, oraz bogaci Meksykanie, bo cesarz podtrzymał liberalne reformy Juareza, nawet proponując mu amnestię, jeśli zdecyduje się zaprzysiąc mu wierność. Gdy ten odmówił, cesarz postanowił pokonać go brutalniejszymi metodami. Wojna domowa trwała więc nadal, a tymczasem za Rio Grande Północ pokonała Południe i Amerykanie zaczęli naciskać na wycofanie się wojsk europejskich z Ameryki. Wobec piętrzących się trudności Maksymilian zaczął myśleć o abdykacji, ale nie zezwoliła mu na to małżonka, która wyjechała do Europy szukać wsparcia.

Nie znalazła go ani w Paryżu, ani u papieża, a we wrześniu 1866 r. w Watykanie doznała pomieszania zmysłów. Tymczasem w Meksyku działo się jeszcze gorzej – francuski korpus interwencyjny wyjechał w 1867 r., cesarska armia topniała. Trzy lata po objęciu władzy został oblężony w twierdzy Querétaro i trafił w ręce powstańców. Maksymiliana postawiono przed miejscowym trybunałem rewolucyjnym i skazano na śmierć przez rozstrzelanie. Mimo interwencji dyplomatycznych – nawet próśb znanego europejskiego rewolucjonisty Giuseppe Garibaldiego – i przywrócenia praw do tronu przez Franciszka Józefa – wyrok wykonano 19 czerwca 1867 r. Jak stwierdził Stanisław Grodziski, „w Europie wywołało to większe echa w literaturze i sztuce niż w polityce”.

Zmumifikowane zwłoki przez rok były wystawione na widok publiczny, a potem oddane Austrii. Pochowano je w Krypcie Cesarskiej kościoła Kapucynów w Wiedniu. Chora na umyśle cesarzowa Charlotta przeżyła nie tylko męża, cesarskiego szwagra, ale i monarchię austro-węgierską. Zmarła w 1927 r.

Zanim cesarz Maksymilian wyjechał do Meksyku, został przesunięty na pozycję nr 3 w kolejce do tronu. Stało się to 21 sierpnia 1858 r., gdy 101 wystrzałów armatnich oznajmiło miastu Wiedeń i światu, że cesarzowi urodził się następca – syn Rudolf. Z tej okazji lojaliści z Galicji złożyli cesarzowi tzw. adres pieluszkowy, który odzwierciedlał chęć ułożenia sobie stosunków z Habsburgami: „W imieniu całej najwierniejszej szlachty prowincji naszej, a chociaż od tejże w tym celu nie jesteśmy powołani, jednakowoż czynimy to, gdyż zaiste nigdy nie moglibyśmy być wierniejszymi tłumaczami prawdziwych i gorętszych życzeń stanu szlacheckiego, jak właśnie w chwili, gdy na szczęśliwą wieść o narodzeniu następcy tronu we wszystkich częściach wielkiego cesarstwa, tak po zamkach, jak pod strzechą, z każdej piersi dziękczynne modły i gorące życzenia wznoszą się do nieba”.

Rudolf był synem Franciszka Józefa i Elżbiety Bawarskiej (zwanej Sissi). W dzieciństwie nie miał łatwo, bo jego własna babka odseparowała go szybko od rodziców, nadto zaczęto go wychowywać na przyszłego wodza i cesarza – choć bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie „tresować”. Gdy miał kilka lat dostał wychowawcę – był nim generał Leopold von Gondrecourt, który traktował następcę tronu jak rekruta. Hellmut Andics w książce Kobiety Habsburgów pisze, że wychowawca „nakazywał siedmiolatkowi o świcie w mroźne dni zimowe maszerować po śniegu na dziedzińcu zamkowym i wymyślał wciąż nowe metody cielesnego i duchowego »hartowania«. »Żelazny« generał polecał strzelać z pistoletu w pobliżu śpiącego chłopca, nakazywał oblewać Rudolfa lodowatą wodą, zostawiał go niespodziewanie samego w lesie i czynił to wszystko tak długo, dopóki nie wdała się w to Elżbieta, nalegając u cesarza w najostrzejszych słowach na zmianę”. Pojawili się zdecydowanie mniej sadystyczni nauczyciele, którzy gruntownie wykształcili młodego arcyksięcia. Problemem było jednak to, że ojciec ignorował swojego syna i zarazem następcę tronu, nie pozwalał mu nawet interesować się, jak sprawuje on rządy, bo uznawał to za niedopuszczalne wtrącanie się w swoje uprawnienia.

Rudolf interesował się sztuką i literaturą, a także naukami ścisłymi i przyrodniczymi, zwłaszcza ornitologią. Dzięki jego pomysłowi i protekcji powstało monumentalne wydawnictwo encyklopedyczne Monarchia austro-węgierska w słowie i obrazie, liczące 24 bogato ilustrowane tomy. Był to jednak jego największy sukces. „Jestem skazany na oddawanie się próżniactwu” – narzekał w liście. Ojciec traktował go jak dziecko, a Rudolf żył w poczuciu, że traci swoje najlepsze lata. Nie znalazł też szczęścia w małżeństwie – w 1881 r. ożenił się z belgijską księżniczką Stefanią Klotyldą zwaną (podobno mocno przesadnie) „Różą Brabancką”. Para doczekała się córki Elżbiety, ale następca tronu miał też liczne romanse, które zaowocowały chorobą weneryczną, którą zaraził potem żonę, co spowodowało problemy z zajściem w kolejne ciąże. Arcyksiążę nie doczekał się więc upragnionego syna.

W przeciwieństwie do konserwatywnego ojca był zwolennikiem liberalizmu. Snuł pomysły polityczne i wizje społeczne, miał liczne kontakty w kręgach liberalnych. Jednak brak możliwości realizacji choćby części tych pomysłów politycznych powodował mocną frustrację. Zżerany neurastenią, ukojenia szukał nie tylko w ramionach kobiet, ale i w alkoholu i morfinie. 30 stycznia 1889 r. w zameczku myśliwskim Mayerling pod Wiedniem arcyksiążę i jego młoda przyjaciółka baronówna Maria Vetsera popełnili samobójstwo. Tajemnica ich śmierci nie została wyjaśniona do końca, dała więc pożywkę autorom książek i scenarzystom filmowym.

(...)

 

Całość tekstu w lutowym numerze „Krakowa”.
Miesięcznik do nabycia w prenumeracie, dobrych księgarniach
i najszybciej na www.ebookpoint.pl

 

Zobacz również: Koniec epoki – śmierć cesarza Franciszka Józefa I. Wspomnienie o cesarskich wizytach w Krakowie