Email

Warunkiem zadowolenia z miasta jest to, by poszczególne części były włączone w jego funkcjonowanie jako całości. Chodzi nie tylko o funkcję produkcyjno-usługową i sypialną, ale także rekreacyjną, kulturalną i symboliczną. Miasto jest organizmem złożonym z tkanek o różnym charakterze. Część z nich wiedzie prym, część zaś do stanu optymalnego dąży. To nieustanny proces rozgrywający się w obie strony. W czasach kryzysów i różnych transformacji dochodzi do degeneracji całych obszarów, a w pomyślniejszych momentach rozpoczyna się ich rewitalizacja. Tak dzieje się obecnie na Zabłociu.

Podczas prosperity – lub przynajmniej stabilizacji – kolejne obszary zyskują lub odzyskują swoją świadomość, godność i aspiracje. Tak jak Krowodrza. Po modzie na Podgórze i Nową Hutę, za którą poszły poważne nakłady przywołujące dawną świetność, czas na nas. Dzięki zainwestowaniu 40 tysięcy złotych w krowoderskie książki, pierwsze po długoletniej przerwie, i uruchomieniu na ich bazie cyklu spotkań „Porozmawiajmy o Krowodrzy”, udało się nam zaobserwować, a może i przyspieszyć (powtórne) dojrzewanie lokalnej świadomości aktualnej Krowodrzy. W jej nowych granicach, ustalonych 25 lat temu.

Z Krowodrzą był ten „kłopot”, że nie była wcześniej dumnym, samodzielnym miastem, jak leżące na prawym brzegu Wisły Podgórze czy budowana od 1949 roku Nowa Huta.

Brakowi miejskich korzeni można też przypisywać brak integracji dzielnic tego obszaru. Może, po „Porozumieniu dzielnic nowohuckich” i „Porozumieniu dzielnic podgórskich”, czas na „Porozumienie dzielnic północnych” oparte na różnie przeżywanej wiejskości i dawnym doświadczeniu spokoju oraz zdrowego życia? Przyznanie się do Krowodrzy oznaczało przyznanie się do wiejskich korzeni, co przez kolejne dziesięciolecia nie było w cenie. Awans cywilizacyjny oznaczał przekształcenie terenów wiejskich w miejskie lub przemysłowe bądź migrację ze wsi do miasta, nigdy odwrotnie.

Z przyznawaniem się do wiejskości naprawdę było – i może jest – nietęgo, o czym świadczy wystawiony w 2011 roku w Teatrze Dramatycznym w Warszawie spektakl Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego W imię Jakuba S., reinterpretacja rabacji galicyjskiej. Polacy tkwią w paradygmacie szlacheckim, ale szlachta, wliczając w to spauperyzowaną zagrodową, nigdy nie stanowiła więcej niż 10 procent społeczeństwa. Większość z nas korzenie ma właśnie na wsi.

Dopiero od niedawna obchodzimy miejskie dożynki. Organizują je na przemian krakowskie dzielnice peryferyjne. Tymczasem Krowodrza, dzielnica centralno-północna, też ma swoją rolniczą tradycję, którą podtrzymuje założone w sierpniu 1893 roku Towarzystwo Ogrodnicze. Jego rejestracji dokonano jeszcze we Lwowie, stolicy ówczesnej Galicji, co podkreśla obecny prezes Andrzej Nowak. W Krowodrzy długo utrzymywało się ogrodnictwo, czyli mało szanowana w PRL inicjatywa prywatna. To wreszcie drugie obok Zwierzyńca historyczne skupisko murarzy rzemieślników.

Z Krowodrzą jest jeszcze jeden kłopot. Tu podjęliśmy pierwszą od lat w Krakowie próbę stworzenia nowego centrum. W ostatnim możliwym miejscu i zarazem na skrzyżowaniu najważniejszych obecnie ulic: północno-południowej alei Kijowskiej i biegnącej ze wschodu na zachód ulicy Królewskiej. Chociaż historyczne centrum było gdzie indziej. Bliżej miejsca, skąd piszę te słowa. Na Wójtowskiej, gdzie siedzibę miał wójt. A nieopodal, na Mazowieckiej, założono pierwszą szkołę.

Krowodrza to także straty terytorialne. Park Krowoderski i Klub Sportowy Krowodrza (obecnie Parafialny Klub Sportowy Jadwiga przy parafii pw. św. Jadwigi) znalazły się w obecnym podziale w Czwórce, poza Krowodrzą. Te tereny są dla nas, uwzględniając oczywiście skalę i czuły zarząd sąsiedniej dzielnicy, niczym ziemie utracone, będące wciąż przedmiotem książkowych omówień. Podobnie, jak łączona tożsamość. Obejmująca także tradycję wsi Łobzów, upamiętnionej nazwą przystanka kolejowego, Czarnej Wsi – stąd ulica Czarnowiejska – i Nowej Wsi Narodowej, która czeka na wspomnienie donioślejsze niż rozkład jazdy MPK. W przyszłości pragnę doprowadzić do wydania publikacji opowiadającej o czterech wiejskich komponentach składających się na obecną całość i o ich różnych historiach.

Poprzednia Krowodrza, o której ontologii spekulujemy podczas spotkań, słynęła nie tylko z warzyw, w tym z kultowego głąbika, który traktowaliśmy do niedawna jak wymarłego mamuta. Ale jego nasiona jednak znaleźliśmy, dzięki obecności na spotkaniu „Porozmawiajmy o Krowodrzy” jednego z mieszkańców. Słynęła też z obfitości zieleni użytkowej – rekreacyjnej, której wówczas jeszcze tak nie nazywano, chociaż rozumiano jej funkcje, rezerwując je dla elity. W łobzowskim parku rosną drzewa pamiętające przechadzającą się w ich cieniu Annę Jagiellonkę.

Przyznanie się do wiejskości jest trudne nie tylko na poziomie emocjonalnym. Wymaga działań faktycznych, dotyczących utrzymania przynajmniej części dawnej specyfiki i zastanego na tym terenie ładu życia. Zróżnicowanych, począwszy od zachowania ostatniego ogrodu, Ogrodu Łobzów, między pałacem w Łobzowie, jednostką wojskową „czerwonych beretów” oraz ulicą Kazimierza Wielkiego. Dbałości o zieleń. Najstarszy historyczny pas zieleni to ciągle czekająca na rewitalizację Młynówka Królewska, pozostałość po otoczeniu rzeki zasilającej młyny w czasach, gdy Kraków był jeszcze stolicą.

Najszerszy obecnie odcinek Młynówki znajduje się na końcu ulicy Urzędniczej. W tym miejscu powstała ciesząca się dużą popularnością siłownia na wolnym powietrzu. Tu, w ramach budżetu obywatelskiego, zostanie podwyższona i zaopatrzona w oświetlenie górka saneczkowa. Krakowskim radnym zaproponowałem też, by użyczyć tej lokalizacji dla pewnej krakowskiej legendy. Mianowicie prezydent Juliusz Leo odmówił, by za życia ochrzczono ulicę jego imieniem. Teraz jest okazja, by opowiedzieć o tej alternatywnej, niedoszłej nazwie ulicy i po latach wystawić pomnik jego skromności. Można tu postawić ławeczkę z jego wizerunkiem. A przede wszystkim uczcić stulecie jego śmierci (1918) w sposób praktyczny, zgodny ze renomą, którą po sobie pozostawił. W okolicy zrobić łąkę kwietną i przede wszystkim wyremontować ostatni odcinek Urzędniczej. I dopiero do godnie przygotowanej okolicy zaprosić Prezydenta.

 

Na zdjęciach: 1) „Ikona” Krowodrzy – gmach Biprostalu, 2) kościół Misjonarzy przy ul. Lea, 3) Stara Krowodrza - ze zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.